Szukaj:Słowo(a): Warszawa Bielany Ko ci
Co do Warszawy - prawda! Sam mam takie wrażenie, ze są dwie Warszawy - ta
powszechnie znana, brzydka, z paroma po wojnie zbudowanymi makietami "zabytków"
(starówka, zamek itp.) i ta o której wiemy w zasadzie tylko my - historycy
sztuki - duuuuużpo ciekawsza, a rzadko zauważana - kosciół wizytek, bernardyni
na Czerniakowie, Bielany, Natolin - niby znane - a pies z kulawa nogą tam nie
trafia. A to tylko malutka część przykładów. Jak dla mnie - miłosnika baroku -
kosciół wizytek to chyba najciekawszy warszawski zabytek - a do tego niemal w
stu procentach oryginalny! - co niestety rzadkie w Warszawie.
Pozdrawiam!
Kilka moich uwag i spostrzeżeń na temat Wrzeciona 3/5.Zainterasowałem się tą
inwestycją ze względu na cenę-3.000 zł.,lokalizację i Marvipol.Cena- jedna z
niższych w Warszawie, a chyba najniższa na Bielanach z obecnie realizowanych
lub planowanych inwestycji.Lokalizacja- moim skromnym zdaniem nie najgorsza w
porównaniu np. z Białołęką, Rembertowem lub Targówkiem.Zawsze to lewa strona
Wisły.Samo osiedle w mojej ocenie nie prezentuje się aż tak tragicznie.
Widziałem ładniejsze i lepiej zagospodarowane ale widzałem również dużo gorsze.
Jest w pobliżu parę sklepów, poczta, kościół,przychodnia i to co mi się
najbardziej rzuciło w oczy podczas mojego rekonesansu, to chyba z pięć lub
sześć szkół kilka przedszkoli żłobek.Marvipol- co prawda młoda firma ale już
coś wybudowała i to chyba bez większych wpadek.Posiada certyfikat devlopera
(podobno nie jest go łatwo otrzymać), jakieś rekomendacje, medale.Wiadomo, że
to nie daje żadnych gwaracji ale zawsze człowiek trochę ufniejszy i
spokojniejszy.
Teraz jeszcze kilka innych wątków. Bezpieczeństwo na osiedlu.Nie ma już w
Warszawie bezpiecznych miejsc.Zawsze można znależć się w nieodpowiednim miejscu
i czasie.Jakimś rozwiązaniem sa zamknięte osiedla ale to kosztuje.Do takiego
osidla trzeba również dojechać lub dojść, a po drodze wszystko może się
zdarzyć.
Komunikacja- chyba nie najgorsza, a w perspektywie metro.Będzie metro to za
metrem bedą szły inwestycje i ceny nieruchomości.
A Conrada????? Dalekie Bielany bez transportu!
Witam,
mieszkam na Bielanach a pracuje na Gorczewskiej. Oto moja droga do pracy.
1.tramwajem ( 22, 33, 2 ) z petli na Hucie do przystanku na Reymonta.
2.przesiadka w 105, 184 lub 112
3.przesiadka w 171 lub 310

super, co?
czasem wole isc na piechote niz czekac.
Mam na szczescie zdrowe nogi, wiec chyba sie przesiade na rower, bo jezdzenie
autobusami i tramwajami jest w moim przypadku bez sensu. Wszystkie przesiadki
sprawiaja, ze do pracy jade 45 minut! ( samochodem 15 min, rowerem 35)

Plany studentow zakladaja, ze np. na ul. Boguslawskiego bedzie dojezdzal
jedynie tramwaj 33, proponuja zeby reszta tramwajow ( 22 i 2) jezdzily tylko do
Petli na Piaskach). Widac ze Panwie nie sa z Warszawy. Np. na Wawrzyszewie jest
spory cmentarz, duzy kosciol i hipermarket, w ktorym robia zakupy starsi ludzie
z calych Bielan - co z nimi?
A ja jako matka z wozkiem i dzieckiem w wozku - jest mi nie wygodnie ciagle sie
przesiadac.

Najlepszym rozwiazaniem dla mnie, jako mieszkanca Chomiczowki ( i nie chodzi tu
aby zatrzymywal sie tylko przy petli, bo ja do petli mam 15 min. spacerem)
bylby 1 autobus bezposredni na gorczewska...Ale nie mam co marzyc.
Planetarium cool? Hmm...:) Trzeba bylo napisac "Pod kopcem!":)
A propos - "w porzo" zeby bylo "wporzo", pisze sie razem,
szanowna Redakcjo!
Dzizus, mam 21 lat i juz sam widze, ze jakbym mial podobna liste
tworzyc, to bym wyszedl bardzo nie-cool! W takim miescie jak
Torun decyduja o tym chyba nastolatki. Warszawa to co innego, a
w kazdym razie tak gazety pisza - tam o tym co jest cool
decyduja pieniadze.
Absolutnie Imperek na Bielanach, Latino dla calkowicie
odjechanych ;P A w miescie? Hmm... Fajna byla Libra - czy
jeszcze ja ktos pamieta? Koci - jak byl Kocim. Vir - to juz
absolutne liceum:) Aniol - eee tam... Potem to juz coraz wieksza
kiszka...
Pozdrowienia dla wszystkich wapniakow,
Szymkowsky

ps.
Dla mnie absolutnie, zupelnie i calkowicie nie-cool jest
KOTLOWNIA i, niestety, OdNowa po zmianie zalogi prowadzacej...
Tak sie akurat składa, ze wbrew stereotypom, w Warszawie jest całkim dużo
oryginalnych, nie obdbudowanych po wojnie zabytków. Gdybyśmy mieli mówić tylko
o sakralnych, to mielibyśmy - w całości oryginalne, zachowane i nieuszkodozne w
czasie wojny, m.in. kościóły wizytek, bernardynów na Czerniakowie i kamedułów
na Bielanach, a to wszystko są obiekty tak ważne, ze niestety w Zamosciu równać
sie z nimi może tylko kolegiata - bo pozostałe są duuuzo słabsze, albo
przebudowane zupełnie, jka kosciół franciszkanów. Możnaby długo wymieniac
świetnie zachowane i nie zniszczone w czasie wojny warszawskie zabytki:
Wilanów, Natolin, większosć Łazienek i wiele wiele innych - i niestety Zamosć
to duuuużo mniej przy tym co w Warszawie się zachowało i nie jest odbudowane,
tylko ze to jest kolejny stereotyp - Polakom się wydaje, ze cała Warszawa jest
odbudowana, a to oczywista bzdura.
A inna sprawa, ze Zamosć jest dużo ładniejszy od warszawy - bo w Warszawie
piekne są poszczególne budynki, fragmenty, ale całosć...
Pozdrawiam!
glowne turystyczne atrakcje Warszawy sa powszechnie znane, wiec chcialbym
polecic te rzadziej odwiedzane, ale rownie niezwykle, ukazujace piekniejsza
strone Warszawy: (kolejnosc przypadkowa, wedlug skojarzen):
1) seans w bodaj jedynym czynnym w Europie, najstarszym w Polsce
Fotoplastykonie przy Al. Jerozolimskich, niemal vis-a-vis Dworca Centralnego
2) zapierajaca dech w piersiach Aula Politechniki Warszawskiej - wielki
arkadowy dziedziniec przykryty szklanym dachem, nawiazujacy do renesansowej
architektury Palacu w Baranowie, miejsce m.in. historycznego zjazdu
zjednoczeniowego PZPR - najlepiej wieczorem
3) futurystyczna Biblioteka Uniwersytecka przy ul. Dobrej i wiadukt przy
ul. Karowej na Powislu
4) ul. Agrykola przed zapadnieciem zmroku, gdy latarnik zapala gazowe latarnie
5) Kosciol sw. Bonifacego na Czerniakowie - perla XVII wiecznej architektury
nietknieta przez wojne (podobnie jak XVIII w. kosciol ss. Wizytek przy
Krakowskim Przedmiesciu - "lektura obowiazkowa"!)
6) Kosciol pokamedulski na Bielanach - piekna swiatynia z XVII-XVIII w. nad
Wisla w srodku lasu z nastrojowa kawiarenka w klasztornych kryptach

Przede wszystkim warto tez odwiedzic niedawno otwarte Muzeum Powstania
Warszawskiego na Woli oraz dwie niecodzienne wystawy arcydziel swiatowej klasy -
"Warszawa Moskwa" w Zachecie oraz "Transalpinum" w Muzeum Narodowym.
Milych wrazen!
i ja się dołączam do Was
Warszawa Kościół w Lasku Bielańskim 18:00
Na nową suknię od 2 tyg. czekam bo zamówiona okazała sie za mała a nie należę
do pulchnych (błąd krawcowej) sic!
Samochód - kierowca nas zrobił na szaro - i nie mamy
Z wpadek jak na razie wszystko
Znalazła fryzjerkę - wczoraj i jestem (chyba) zadowolona - końcowy efekt 30
Muszę jeszcze zdecydować się na kwiaty, omówić menu kupić alkohol i napoje,
zamówić tort... i czy to tylko tyle ??
Pozdrawiam (... a nerwy coraz słabsze, też muszę opracować sposób na stresik bo
nie wypowiem przysiegi...)
Punkty za tankowanie..
A to jest promocja! Tankujesz dostajesz punkty

"Szukaj promocji na swej parafii 2004-12-02
Życie Warszawy napisało o dosyć specyficznym systemie zachęcania dzieci do
chodzenia na poranne msze, jaki wprowadził proboszcz parafii św. Zygmunta na
warszawskich Bielanach. Otóż każde pojawienie się na ceremonii o 6:30 rano
nagradzane jest karteczką dokumentującą obecność, zaś odpowiednia ilość
karteczek to szansa otrzymania nagrody. I tak na przykład za 17 karteczek
można dostać grę komputerową. Jak można się było spodziewać, kościół pęka w
szwach, dzieci nigdy tak chętnie nie pojawiały się na porannych roratach.
System lojalnościowy rodem ze stacji Orlenu czy BP - zbieranie punktów za
tankowanie Boga.
glo"

pozdr.
Bleee!
Zielonkawy Urzad Wojewódzki? Boże uchowaj!

Moje ulubione to:

- budynek NFZ
- przedwojenne kamienice naprzeciwko letniego pałacu lubomirskich
- wille secesyjne koło zamku
- kościół na 3 maja (taki sam jak w Krakowie i Warszawie na Bielanach, albo mam
zwidy)

Wszystko w "kupie" łatwo zobaczyć :)
www.tadeusz.na.pl/Warmia/Stoczek.htm
Po zakończeniu II wojny światowej Stoczek wraz z Warmią powrócił do
Polski.Kościół był pod opieką proboszcza z Kiwit, natomiast sam klasztor w roku
1952 zajęły władze państwowe. Na skutek pewnej liberalizacji życia publicznego,
po tzw. październiku 1956 roku, klasztor został zwrócony diecezji. Dnia 13
marca1957 roku bp Tomasz Wilczyński powierzył sanktuarium w Stoczku Księżom
Marianom, wysiedlonym przez władze państwowe z klasztoru na Bielanach w
Warszawie.
pomocy szukam dobrego ortopedy państwowo
Strasznay kraj, chory kraj... Moja córa (16 lat) dwa tygodnie temu żle
staneła na wuefie. Wynik ból kolana i problem z chodzeniem, trafiliśmy na
Działdowską, niestety tylko do 15 roku życia przyjmują dzieciaki,
pojechałyśmy do szpitala bielańskiego, po zdjęciu lekarz orzekł że nic jej
nie jest i wysłał do domu.
Stwierdził że to przeciążenie. W domu bardzo silny ból kolana, nie mogła
wogóle stanąć na nogę... pojechaliśmy do szpitala na solcu - ostry dyżur
ortopedyczny, wsadzili jej nogę w gips i kazali przyjść po dwóch
tygodniach... tydzień temu wysiadając z tramwaju skręciła kostkę w tej samej
nodze... ponieważ mój najmłodszy miał 39 stopni gorączki pojechała sama na
solec po 2 godzinach przyjął ją ten sam lekarz stwierdzając że nic jej nie
jest... kości całe... wczoraj poszłyśmy do medycyny sportowej prywatnie do
ortopedy który stwierdził prawdopodobne uszkodzenie łękotki, musimy zrobić
rezonans magnetyczny kolana kwota 400 zł. Jestem załamana no i jak tu się
leczyć...
płacimy chorendalne pieniądze na zus a i tak jak jest coś poważnego to trzeba
to załatwić prywatnie. Sorry za tak długi post ale jestem wściekła,
zmartwiona poważnie i rozgoryczona... i potrzębuję pomocy. Nie dam rady
prywatnie leczyć jej tej nogi... mamy jeszcze inne poważne wydatki też
zdrowotne. Poradzcie coś...
Możecie kogoś polecić w Warszawie?
Kościół na Bielanach
miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,3048850.html
Atrakcje dostępne są w środku rezerwatu przyrody "Lasek Bielański".

Nie wjeżdżajcie samochodami na Dewajtis (ulica przecina odwieczne ścieżki
saren, zajęcy i dzików)!

Proszę przyjedźcie komunikacją miejską.
Tramwaje: 6, 15, 17, 27; autobusy: 121, 181, Ł.

Lasek jest starszy od klasztoru Kamedułów, Domu Formacyjnego i UKSW razem
wziętych. To najstarszy ZABYTEK na terenie Warszawy.
Jak go zniszczymy będziemy 400 lat czekać na następne 400-letnie dęby...
my chodzimy do kościoła z dzieckiem prawie od jego urodzenia.
Chłopiec był zawsze bardzo żywy (nadpobudliwy) i w końcu nauczył się zachowywać
cicho w kościele. Żeby nie przeszkadzać innym uczestnikom, latem zostawaliśmy
na ławeczkach przed kościołem, a zimą jeździliśmy często do kościoła ze
specjalną salą dla rodzin z małymi dziećmi. Sala ma przeszkloną jedną scinę,
więc widać co się dzieje w kościele, słychać przez nagłośnienie, a jednocześnie
wrzaski i płacze maluchów nie dochodzą do głównego kościoła. Kościół św.
Zygmunta na Bielanach w Warszawie.
Nawet przedszkolakom nie powinno sie pozwolić wchodzić na ołtarz ! Bieganie po
kościele to co innego. Wiadomo że 3 latek nie wytrzyma w jednym miejscu (no
chyba że chory).

Mój urwis wytrzymuje na mszy 15 min. Reszta to nędzne próby dobrnięcia do
końca. Trudno jest nawet na mszy dla dzieci... Czsem trzeba wyjść i szybko nie
wracać.

Wybieraliśmy godziny kiedy dziecko jest śpiące ale nie rozdrażnione że nie może
zasnąć. Działało przez pewien czas. Teraz chodzimy różnie zależnie od nastroju
synka. Jakoś udało nam się przejść przez rekolekcje

W Warszawie polecam kościół pokamedulski na Bielanach gdzie o 11 msza jest dla
dzieci a proboszcz dba by się one nie nudziły. Dzieci mogą siedzieć przy jego
fotelu a przed ołtarzem rozlozony jest dywan do siedzenia. Szczególnie trudne
przypadki spędzają czas na zewnątrz gdzie tez jest nagłośnienie.
I wspomniany wyżej kościól św Zygmunta W W-wie z wydzieloną przeszkloną salką.
Są jeszcze dominikanie na starówce ale tam dzieciaki są rozbrykane jak na placu
zabaw........

Jeżeli zależy ci by dziecko wiedziało co to kościół i co się tam dzieje to nie
ma na co czekać. Weź go ze sobą na kolana i opowiadaj co się dzieje. I niech
czeka aż ksiądz powie 'idźcie w pokoju' aby mogło wyjść.

powodzenia
w św. annieorganista z nas ściągnął 300 zł (4 lata temu!)
i nie zagrał jedynej pieśni o jaka prosiliśmy...potem żałowałam, bo kolega z kursu
jest w Monachium na studiach organistowskich i dorabia w warszawie na slubach;
bardzo nieprzyjemny był ks. Bartołd (którego znałam kiedys osobiscie) i
niekompetentny wikariusz.....
narzucają dekoracje koscioła - w dniu mojego slubu była wyjatkowo nieudana (no
cóż....widocznie jakas siostra się uczyła)
my mieliśmy pierwszy ślub - o 12,00
prowadzący mszę ksiądz przyjaciel był w zakrystii nagabywany przez zakonnicę ze
MUSI szybko konczyc...byliśmy chyba jedyną parą ze slubem podczas mszy - wiec
zabralismy im godzinę...pozostałe szły tasmowo co pol godziny (slub bez mszy)
żałuje tego wyboiru, teraz wybrałabym raczej dominikanów na Freta, kosciól w
Lasku Bielańskim, albo bazylianów na Miodowej
A ha no i jesli wybierzesz sie do Warszawy na wiosne to jak znajdziesz chwile
wpadnij zobaczyc najladniejszą i najzieleńszą dzielnicę Warszawy - Żoliborz.
Koniecznie pochodź jego malowniczymi, spokojnymi uliczkami z unikatową
zachowaną architekturą okresu międzywojennego, pójdź na Cytadelę, wstąp do
odnowionego parku Żeromskiego, zobacz kościół Stanisława Kostki gdzie jest grób
Popiełuszki, wybierz się do lasku Bielańskiego i do kościólka na Dewajtis (tam
jest pochowany Staszic) a na koniec odpocznij na ławce w parku nad Kanałkiem:)))
tam jest ładnie...
do Pana Ritzego
Szanowny Panie!!

Jestem rodowitą warszawianka z krwi i kości - urodzoną i wychowaną w
Warszawie. Moi rodzice i dziadkowie mieszkają od dawien dawna w
stolicy w samym centrum. Ja przenioslam sie na Bielany gdzie
baaardzo ale to bardzo przyda mi sie most polnocny! Prosze nie
wyrazac tak pochopnie swoich opinii i obrazac ludzi, bo moze sie
okazac ze to Pan jest naplywowym wsiokiem ze wsi! I chcialabym tylko
jedna rzecz podkreslic - to nie wsioki sa chamskie tylko wlasnie
rodowici warszawiacy a znam to z autopsji bo od ladnych
kilkudziesieciu lat obracam sie w tym towarzystwie. Jest mi wstyd za
warszawiakow i nie dziwie sie juz dlaczego nazywa sie
nas "krawaciarzami". Czy nie zauwazyl Pan, ze ogolnie nikt nas nie
lubi?

cytyje .... Jednakze nam, w Warszawie, nie jestescie do niczego
potrzebni. ...... Prosze mowic za siebie! Mi tacy ludzie sa
potrzebni i na pewno nie tylko mi.

dziekuje i zycze milego dnia
dodatkowe informacje
Dla nieobecnych
Radio online: www.polskieradio.pl/st/program1M.asx

BEZPIECZNA JEDYNKA - "Spór o ulicę Dewajtis w Warszawie"
prow. Jerzy Zawartka i Jacek Prusinowski

Antena: między 8.12 a 8.30, 12.15 a 12.30, o 14.56, 15.56
podsumowanie: 17.05 - 17.30.

Po jednej stronie mieszkańcy i ekolodzy - po drugiej studenci i proboszcz kościoła pokamedulskiego. A problem jest jeden - ul. Dewajtis w Warszawie. To właśnie przy niej, w środku unikatowego lasu, mieści się kampus Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Teoretycznie do uczelni nie ma dojazdu, ale dzień w dzień przez rezerwat przyrody ciągną do niego sznury samochodów skręcające w ul. Dewajtis z Marymonckiej. Ustawiony tutaj zakaz wjazdu nie dotyczy bowiem parafii, miasteczka akademickiego i seminarium położonych blisko Wisłostrady. Ci, którzy nie mają własnych aut, idą tu prawie kilometr od przystanków. Uczelnia i studenci żądają, by do UKSW w końcu doprowadzić komunikację miejską.

A mieszkańcy i ekolodzy żądają definitywnego zamknięcia ulicy - przekonują też, że poszerzenie drogi, a co za tym idzie wycinka, to początek zagłady rezerwatu. Ale to nie wszystko ... Śluby - tramwajem, pogrzeby - rowerem, niepełnosprawni i osoby starsze - na piechotę. Kościół pokamedulski w Lesie Bielańskim odcięty od świata - to apel proboszcza parafii. Znak zakazu uniemozliwia bowiem dojazd do kościoła.

cyt. za www.polskieradio.pl/ramowka/program.asp?p=1&theDate=4/17/2008
A ja się pytam dlaczego zwykłe mieszkania komunalne budowane są o powierzchni przynajmniej 70m z balkonami i garażami w piwnicy? Przecież takie mieszkania mają być rzekomo dla uboższych mieszkańców Warszawy. Dobrze to rozwiązano na Bielanach. Dwa mrówkowce,w każdym posterunek policji,straży miejskiej,blisko pogotowie i kościół... Mieszkanka po 30m. I co więcej trzeba. Żyć nie umierać. Takie mieszkanka winny być w każdej dzielnicy. A komu nie pasuje nawet takie mieszkanko to rzeczywiście pod most.
Kocie badania - co, jak i gdzie ?
Zamierzam przebadać swoją kotkę w szerz i wzdłuż, wobec czego szukam
informacji. Kotka ma około 9 tygodni, nie jest szczepiona (kończy
jej się koci katar), odrobaczona dopiero raz (ma tasiemca, jej
rodzeństwo miało glisty)- dziś kolejna dawka leku, kotka jest wzięta
z azylu - wcześniej mieszkała na ulicy.
Chcielibyśmy przebadać ją na:
- FIP, FELV i FIV
- badanie na obecność pasożytów
- badanie w kierunku toksoplazmozy
No i teraz pytania, kiedy badać kotka, czy badania należy poprzedzić
szczepieniami, w jakich odstępach czasu mogę badać kocicę (kiedy
zacząć?), czy te wszystkie badania polegają na pobraniu krwi (na
pasożyty wiem że kał), gdzie w Warszawie (mieszkamy na bielanach)
mogę takie badania wykonać i jaki jest miej więcej ich koszt. Kiedy
będę mogła kotkę zaszczepić? Będę wdzięczna za odpowiedź.
Wycieczki z TPW. Bielany
W Y C I E C Z K I
z Towarzystwem Przyjaciół Warszawy
Wiosna 2009
=============================================================
16 maja, godzina 11:00
Zbiórka: Stacja Metra Młociny

Zwiedzamy: Miasto-Ogród Młociny i Park Młociński (ok. 2 godziny)
=============================================================
23 maja, godzina 11:00
Zbiórka: Kościół pw. św. Magdaleny

Zwiedzamy: Wawrzyszew - cmentarz, kościół pw. św. Magdaleny, bielańskie kapliczki.
=============================================================
30 maja, godzina 11:00
Zbiórka: Taras widokowy przy UKSW, ul. Dewajtis

Zielone Świątki na Bielanach
Zwiedzamy: Klasztor Kamedułów, grób Staszica, Eremy, Zdrój Marconiego, Skarpa Wiślana.
=============================================================

Serdecznie zapraszamy!

Burmistrz Dzielnicy Bielany m. st. Warszawy,
Towarzystwo Przyjaciół Warszawy Oddział Żoliborz-Bielany
K.O.R.T. Klub Organizatorów Ruchu Turystycznego TPW

Zgłoszenia i informacje: tel. 503 831 428
Towarzystwo Przyjaciół Warszawy
Witajcie,
zabieg terapii kranio-sakralnej był przyjemny i odprężający. Polega mniej
więcej na ucisku w okolicy kości krzyżowej, czaszki i innych częściach ciała
aby znormalizować przepływ rytmu mózgowo-rdzeniowego. Trwa od 1 do 1,5 godziny.
W trakcie zabiegu szczegółowo objaśniano co jest robione i w jakim celu, ale
nie chciałabym powtarzać tego co pamiętam, bo poprzekręcam. W Internecie na
pewno jest dużo informacji na temat terpaii.
Zabieg nie tylko mi pomógł, ale i mojej koleżance, która za moją namową też
skorzystała. Na drugi już nie poszła, bo twierdzi, że już nie potrzebuje!!
W gabinecie korzystałam też i z innych zabiegów, a za terapię kranio sakralną -
tak mi się wydaje - płaciłam około 100 zł - w zależności od czasu trwania.
Gabinet Rehabilitacji jest w Warszawie na Bielanach tel 0501053222.
Jestem bardzo ciekawa jakie doświadczenia po tej terapii mają inni!
Życzę wszystkim powodzenia w zmaganiu się z migreną!!
To, że Józef Piłsudski obalił wybrany demokratycznie rząd, że tępił
opozycję, wprowadził totalitaryzm - to wszsytko mały pikuś!!!
Najstraszniejsze to to, że tępił Kościół Katolicki!!! Postąpił
nieszlachetnie z biskupem Gallem!! Zamiast uklęknąć przed
swiętobliwą osobą, wyrzucił go z wojska, zakazał wypłacać żołd. I
czy przekazał Kościołowi jakieś majątki? NIE !!! Tereny na Bielanach
w Warszawie, które tak przydałyby się Kościołowi, oddał Akademii
Wychowania Fizycznego. Więc za co mam mieć w Polsce pomniki? A
zwycięstwo nad bolszewikami, to nie jego zasługa, tylko Matki
Boskiej, a więc pośrednio - modłów Kościoła. Proponuję, by pomniki
Piłsudskiego zastąpić pomnikami biskupa Galla.
+
Warszawa - Bielany
Ślub - 400 zł
Zapowiedzi po 100 (ale dam 50, bo chyba z konia spadli a i tak własnej parafi
nie znoszę)
organista - 150 zł
Suma sumarum wychodzi kwota
Ale i tak uważam, że Kościół św. Marii Magdaleny jest the Best i księza tak
samo
Witam, wiec ja mieszkam sobie w domku przy kosciele. Jestem bardzo zadowolony.
Kościół ma dzwonnice a na niej zegar wiec sytłacja wyglada tak standardowo bija
na 30min przed kazda masza, dodatkowo wybijanie kazdej godziny (miedzy 6-24 o 24
bija 12 razy) no i dodatkowo jedna bicie o w pol do kazdej godziny. Niedziela
pelno samochodow od rana do 14. Zanim sie tu przeprowadzilem mieszkalem w
blokowisku na Warszawskich Bielanach, teraz mieszkam w miescie ok 35tys ludzi
pod Warszawa ale do konkretow. Na poczatku mieszkania w domku kosciul mi
przeszkadzal ale trwalo to moze z 2 miechy. Teraz mieszkam juz ponad 8 lat i nic
mi nie przeszkadza. Czasami mam nawet wrazenie ze cos sie popsulo bo np ok 15
zdaje sobie sprawe ze nic nie slyszalem ale potem o 1530 slysze ze jednak dzwon
dziala. Tak wiec co by tu napisac jak dla mnie to Ksieza to najlepsi sasiedzi
jakich mozesz miec :). Msze dzwony i inne loty tego typu jesli beda przeszkadzac
to przez krotki okres potem zapomnisz o tym. Bierz ta dzialke bo bedzie za pozno
albo za drogo
Były to istotnie ruiny szkoły xx Marianów. Stały między kościołem a ulicą Dewajtis. Gmach szkoły
wznosił się częściowo w miejscu gdzie jeszcze w XVII i XVIII wieku była szyja, czyli dojście do
kościoła kamedułów. Dojście to, charakterystyczne dla architektury kamedulskiej było długie, wąskie i
obudowane z obydwu stron murem. Stąd też nazwa szyja. Szaja zawsze projektowana była na osi
kościoła. Kościół praktycznie był zamknięty dla wiernych, zwłaszcza dla kobiet. Był bowiem kościołem
męskiego zakonu kontemplacyjnego. Zakonnicy mieszkali w eremach, czyli domkach pustelniach,
które do dziś można oglądać na tyłach świątyni. Otwarty wstęp dla wszystkich do kościoła był bodaj
raz w roku w zielone świątki. Wtedy to cała Warszawa ruszała na Bielany.
Szkoła Marianów to już budowla dużo nowsza. Budynek spłonął w czasie wojny i nie został
odbudowany. Jego ruiny stały do początku lat 80 XX w. Mimo zupełnego opuszczenia sprawiały dość
monumetalne wrażenie. Zburzono je pod budowę nowego seminarium duchownego. Niestety nie
pozostawiono ani kawałka dawnych murów.
> Ksiądz proszony był wielokrotnie (także przez straż miejską) o informowanie
> wszystkich że do TEGO kościoła się PRZYCHODZI. Pokamedulski kościół stoi w
> środku rezerwatu Las Bielański. Noblesse oblige!

Ale na mszę w niedzielę palmową przyjeżdżają ludzie z całej Warszawy, którzy
nie bywają na bielanach co tydzień.
O zmianę tego cholernego znaku na ul. Dewajtis walczą od kilku lat samorządy
bielan i mieszkańcy. Nowy burmistrz obiecał zmianę do końca kwietnia. Zobaczymy...

Ksiądz proszony był wielokrotnie (także przez straż miejską) o informowanie tych
którzy nie mieszkają w okolicy, że do TEGO kościoła się PRZYCHODZI.

Mieszkańcy Bielan (w tym burmistrz) chodzą do kościoła bo lubią spacery i wiedzą
że pokamedulski kościół stoi w środku rezerwatu Las Bielański.

Przyjezdni nie mają pojęcia że Las Bielański jest najstarszym w Warszawie
zabytkiem (400-letnie dęby, jedyny w Europie naturalny grąd w granicach miasta,
kruki, bieliki, czaple, bobry, sarny, nietoperze, zaskrońce + lindleyowski
kolektor + pozostałości po rosyjskim poligonie).
Nie wiedzą bo NIKT ich o tym nie informuje!
Ani ksiądz, ani gazety, ani dzielnica bielany.

Np.
strona parafii...
www.lasbielanski.pl
strona Bielan (trzeba bardzo chcieć)...
www.bielany.waw.plGazeta...
serwisy.gazeta.pl/metroon/1,0,1509573.html
już węszycie spiski, interesy i porachunki, no i jeszcze wrodzoną niechęć do
kościoła. a może przyjmiecie do wiadomości istnienie na tym świecie ludzi,
którzy niezaleznie od układów staraja sie dbać o wspólne dobro, jakim jest
rezerwat Las Bielański. to tak jakbyście każdego, kto podnosi śmiecie z ulicy,
żeby wyrzucić je do kosza podejrzewali o sprzyjanie interesom firmy te smiecie
wywożącej. wszystkim moim gościom spoza Warszawy pokazuję Lasek jako piekne
miejsce o niezwykłych walorach przyrodniczych. dzięki temu udaje sie przełamać
stereotyp miasta jako betonowej pustyni. pokazuję im też kosciół pokamedulski i
opowiadam historię tego miejsca. to jest unikalne miejsce i należaloby je
zachować. w interesie, owszem, ale wspólnym i troszkę dłuższym niż nasz żywot...
Ech, to jest najlepszy przykład na to, że 90% ludzi tutaj nie wie o czym
mówi:)))

przedmówca napisał: <Mógł wcześniej myśleć a nie robić bezmyślnie inwestycji w
parku.>

Chłopcze, przeczytaj i się dowiedz:

"Jest to najciekawszy zabytek Bielan, w skład którego wchodzi jeden z
najpiękniejszych kościołów barokowych w Warszawie- kościół pod wezwaniem
Najświętszej Maryi Panny. Stoi na zboczu malowniczej Skarpy Warszawskiej.
Wzniesiony na polecenie króla Władysława IV w XVII w. Jako dar dziękczynny za
zwycięstwo w Kampanii Smoleńskiej w 1634 roku. Warto zwrócić uwagę na stiukowe
dekoracje rokokowe we wnętrzach, wykonane przez wybitnego malarz włoskiego
Michelangelo Palloni w XVII wieku, a także obrazy Franciszka Smuglewicza. Tu
spoczywa jedyna córka Jana Kazimierza - Maria Teresa Wazówna. Tu również w 1826
r. złożono serce króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego. Przy północnej ścianie
kościoła pochowano Stanisława Staszica. W pobliskich zabudowaniach mieści się
Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego."
A krowy były!
Babcia tuż po przeprowadzce na Bielany, spoglądając przez okno złapała się za
głowę bo zobaczyła( dziś Wawrzyszew koło Wolumenu ) pasące się krowy ;-) Całe
życie tu mieszkam, nie narzekam. Z samochodami fakt,jeśli nie masz garażu to
zainwestuj w miejsce na parkingu strzeżonym.Od lat pod oknem nie ma co stawiać
auta.Ale niech ktoś mi powie,że w innych dzielnicach nie kradną. Nie
przesadzajmy też z poglądem,że Wrzeciono to najgorsze co Warszawę spotkało.Jest
to obraźliwe dla porządnych mieszkańców,którym po prostu przyszło tu
zamieszkać. Jeśli chodzi o "udogodnienia" to jest blisko las ( jaki by nie
był ), szpital,przychodnia,ogródek,normalne sklepy a nie jedynie supermarket,
bazar ( ohydny, ale o jakimkolwiek pomarzyć mogą mieszkańcy innych
dzielnic ),pocztę,kosciol, a zaraz metro.Dojazd do centrum bardzo dobry nawet
dzis ( pętla obok ).Przyznaję, nie zapuszczam się w okolice Doryckiej gdzie
grozą wieje i wiem,że są tu takie miejsca, które dla świętego spokoju można
omijać szerokim łukiem. Najbardziej denerwuje mnie,że dla osób z innych części
miasta hasło "Wrzeciono" kojarzy się jednoznacznie z menelstwem pierwszego
rzędu, a przed oczami mają coś na wzór nowojorskiego getta.A tu przecież żyje
się jak wszędzie indziej.
Z palmami piechotą na Bielany
Pamiętam jak kiedyś , nie tak dawno temu (około 30lat) w Lasku Bielańskim było
pełno życia (domy, kino letnie a nawet "mordownie" z piwem). Teraz jest tylko
ATK do którego dojeżdzają studenci a 1 w tygodniu mieszkańcy Warszawy na mszę.
Kiedyś kościół był pusty (można było przyjść i 15 i mieć siedzące miejsce).
Ksiądz prałat Drozdowicz jest naprawdę wielką postacią choć jak to widać mającą
też wrogów bedących chyba "zielonym mocherem".

A co do ekologów - zawsze poprą coś co tylko pozornie jest pro naturze
natomiast rzadko kiedy rozsądne.

Kochani ekolodzy ksiądz Wojtek nie jest typowym "czarnym" to prawdziwy człowiek
jakiego trudno spotkać w naszym życiu - chcecie walczy i protestować - walczcie
o drogi rowerowe w centrum Warszawy, walczcie o to by rowerzysta był traktowany
ja "człowiek" a nie intruz na ścieżce rowerowej.

PS

Też czasem biorę udział w przjazdach "masy krytycznej"
No, wiesz, gości z zagranicy trzeba dopieścić ;-) Kajaki pamiętam , ale nie pływałam. Basenik w Jordanku był niesamowity, taka mała kałuża a tyle
radości. Jako podrośniete dziewczę dostojnie moczyłam w nim nogi, pluskać się juz nie wypadało...Bywałam tez w Jordanku na dyskotekach.
Dawno temu pewnie widziałam Twój blok z okna, bo za jordankiem był wygon, potem powstała przychodnia, potem ten szpetny (jak wszystkie nowe
w Warszawie) kościół, a teraz jeszcze osiedle. Gęsto się zrobiło. Chodziłam na religię do kościoła w Lasku Bielańskim, ale na jabłka nie. Do
cudzych sadów wpadałam w wakacje, kiedy byłam u babci w górach. Tam sie to nazywało "granda" :-). Bardzo lubię te letnie wyprawy nad Kanałek,
zazwyczaj z mężem, psem i córką. Syn się alienuje, niestety. Ma 14 lat, właśnie zaczął się golić, słucha gothic metalu, ubiera się na czarno i nie
usmiecha (fani gothicu są obowiązkowo ponurzy). Bardzo mnie to śmieszy, ale oczywiście mu tego nie okazuję :-)). Córka jest o rok młodsza, typ
sportowy, towarzyska, generalnie zupełna odwrotność syna. Mam bardzo wesoło ;-). A Twoja rodzina?
karlin napisał:

> "Ponieważ bezprawne naruszenie czyjegoś dobrego imienia jest przestępstwem, a
> Ksiądz zapowiadając ujawnienie nazwisk duchownych podejrzewanych o współpracę
> z SB znajduje się w bliskiej okazji do jego popełnienia, niniejszym udzielam
> Księdzu upomnienia kanonicznego, zgodnie z przepisami prawa" - napisał
> metropolita."

Dziwisz jest pocieszny. Upomnienie za "znajdowanie się w bliskiej okazji do
popełnienia przestępstwa" :))) Ciekawe dlaczego takiego upomnienia nie udzielił
Tygodnikowi za naruszenie dobrego imienia księdza Malińskiego. Naruszenie, a nie
"bycie w bliskiej okazji". No i gdzie upomnienia dla tych wszystkich kapusiów?
Bielański w ramach upomnienia witał Papieża na Wawelu?

Matko, jaki ten Dziwisz jest żałosny. U mnie stracił wczoraj wszystko po tym jak
potraktował księdza i co pozwolił na niego wygadywać.

Trafne pdsumowanie tego co się wczoraj stało za Życiem Warszawy:

"Nie ma już w Polsce podziału na kościół toruński i kościół łagiewnicki. Jest
podział na kościół ks. Isakowicza Zaleskiego i kościół kard. Dziwisza. Kościół
prawdy i kościół zakłamania."
Juz nie mysli normalnie. Opowiada o nagonkach, o zaszczuciu przez media, o
braku procesu(?). A nie widzi istoty rzeczy. Ze arcybiskup klamal, a przyznawal
sie w miare ukazywania prawdy przez dziennikarzy.
"Stolica Apostolska jest daleko i nie wie nic o naszych uwarunkowaniach"-
znaczy mniej wiecej tyle, ze co tam jakis Benedykt mu bedzie narzucal swa wole.

W kosciele na Bielanach w Warszawie, w niedziele, ksiadz Drozdowicz puscil
zamiast swojego kazania, kazanie Glempa z Katedry. I ludzie zaczeli opuszczac
kosciol.
Rynek
Najpiękniejszy rynek na świecie znajduje się w gminie Warszawa-Bielany.
Zdziwieni? Tak - właśnie tam. Tylko dla niepoznaki ochrzcili go "Placem
Konfederacji". Zeby tam dotrzeć, należy przejść ulicą Lipińską (od strony
Kasprowicza), obok Urzędu Gminy Bielany, a przed nami roztoczy się widok jak z
bajki. W środku tego całego "interesu" znajduje się Kościół Św. Zygmunta, po
jednej stronie "rynku" zabytkowe (bo przedwojenne) wille, z dwóch innych stron
zaś socrealistyczne budownictwo, które jednakże nie razi swoją sztampą.
Jeśli chodzi o Żoliborz, to bez wątpienia istnieje pozytywny stereotyp
dzielinicy spokojnej, zielonej, bezpiecznej i jej inteligenckiej tradycji.
Żoliborz, to przedwojenni oficerowie WP, to WSM, to kościół Kostki, to
mieszkanie Jacka Kuronia na Mickiewicza i pewnie wiele jeszcze mniejszych i
większych historii, które się na ten stereotyp składają. Żoliborz - bez względu
na to, czy willowy, czy spółdzielczy, a nawet blokowy i ten najnowszy - to
dobry adres. Potwierdzają to ceny nieruchomości.

Wydaje mi sie też, że dla wielu osób, szczególnie napływowych, które w
Warszawie zamieszkały daleko od Żoliborza wydaje się on strasznie odległy. To
po części przez tory, które zawsze dzielą miasta na części, po części też
dlatego, że tu po prostu nie bardzo jest po co przyjeżdżać, jak się nie
mieszka. Można się sprowadzić do Warszawy, mieszkać sobie gdzieś na Ursynowie i
po prostu nie wiedzieć, że tu jest tak fajnie :)

Bielany są jeszcze dalej. Ja mieszkam blisko, bo na dolnym Marymoncie i często
jak kto mnie pyta, to mówię, że na Bielanach. Reakcja jest najczęściej taka, że
to gdzieś daleko, więc zaraz muszę tłumaczyć, że w sumie ja mieszkam na takich
bliższych ale jak mówię, że do Centrum jadę autobusem 15 minut, to nie każdy mi
wierzy. Także Bielany to się muszą jawić jako jakieś zupełne zadupie niektórym.

Natomiast jak ktoś już tu trafi, to najczęściej zapamiętuje zieleń, spokój,
kameralne uliczki. A jak jeszcze oprowadzi go ktoś, kto wie gdzie prowadzić, to
już stereotyp pozytywny ma uguntowany ;) Tak samo umacnia go historia tej
dzielnicy.

Wracając do Bielan, to chyba blokowiska - już zostawmy nieszczęsne Wrzeciono,
ale Chomiczkówka i Piaski - nie mają za dobrej prasy, chociaż tej pierwszej
pomógł ostatanio Sidney Polak chyba. No ale bloki to bloki, wszędzie podobne.
Gosia na zobaczcie Przemka wklejala ale jej nie wyszlo ))
Jak wyjdzie to wklei )

Ksiazek dla dzieci takich malych specjalnych nie czytam takie to jakies dziwne
byloby dla mnie- czy mnie interesuje opowiesc o rozowym sloniu?
Czytam swoje wlasne ksiazki na glos i ogolnie buzia mi sie nie zamyka- caly
dzien gdy spedzam go z dziecmi opowiadam im o sobie czesto o swoich
przemysleniach, "cwicze" na nich wyklady do studentow, one jak juz umieja
opowiadac to tez mi opowiadaja itd. Poza tym oczywiscie czytam dzieciom
starszym z najmlodszym przy cycu :0 obecnie muminki katujemy, serie Ani i serie
Tomka Wilmowskiego Maluchy kiedy zaczynaja cos jarzyc to najbardziej
lubia jak im sie obrazki opowiada, mozna bredzic bez sensu byle na temat

O widzisz juliaa a mnie idea montessori kompletnie nie przekonuje ) wlasnie
ta sztucznosc- nie ma zabawek? Ale na swiecie sa zabawki- sa tysiace gadzetow i
trzeba z tym zyc ) i to w zasadzie spowodowalo ze montessori odpadla w
przedbegach )
Z tego tez powodu po 10 latach kupilismy TV- po prostu doszlismy do wniosku ze
stwarzamy jakis absurd w naszym domu. niech sobie moje dzieci maja Barnie (maja
chociaz kiedys bylam babrifobem...) i kochaja pokemony (wola Dragon Balls).
Chodzi o to zeby umiec w zyciu lapac rownowage. Ja chociaz jestem niewierzaca
mam wierzacego meza. Wierzacego madrze ktory do wiary dochodzil droga krwista i
pelna wurzeczen. Meza ktory po calej warszawie zawsze szukal madrych ksiezy i
tam jechalismy na msze. Tak tak jechalismy bo ja zawsze bylam wyznacznikiem
madrego ksieza- jesli niedowiarek moze wysiedziec na kazaniu to znaczy TO JEST
TO.
I otoz spiesze wam zareklamowac: kosciol pokamedulski przy ATK na Bielanach.
Ksiadz Wojtek proboszcz tego kosciola misjonarz byly na Syberii ma w sobie
humor, pokore i tyle ludzkosci ile trzeba. Wala do niego tlumy i warto. dzieci
zawsze sie na karuzeli kolo kosciola moga pokrecic i kozki poglaskac jak im sie
nudzi a wraz z blogoslawienstwem bedzie lizak. Ale msze wbrew pozorom nie sa
dla dzieci- kazania sa dla doroslych dla dzieci jest dywan przed oltarzem gdzie
sie walaja na kupie i mily usmiech ksiadza i fakt ze zupelnie mu nie
przeszkadza ze jakies dziecko wrzasnie. Strasznie bym chciala zeby mi Przemasa
ochrzcil ale formalnie kosciol jest bez parafii i slub czy chrzest zalezy tylko
od dobrej woli ksiedza Wojtka
Facet jest tak madry ze mnie powala- tyle powiem ) i spokojnie wytrzymuje
cala te otoczke religijna zeby posluchac faceta co wiele w zyciu przezyl
zakretow swojej wiary i ktory czesto w swoim kosciele gosci ludzi po podobnych
zakretach )
Zinserling (pisał się przed wojną von Zinserling), bardziej artysta malarz niż
budowniczy, był czynny także jako architekt już na długo przed 1939. Np. na
Bielanach (ul. Daniłowskiego) projektował w 1930 zespół domów szeregowych
spółdzielni "STOR", a w 1932 domek na wystawie "Tani Dom Własny (Cegłowska 33 -
już go nie ma); w obu przypadkach bliższe informacje znajdują się w moim
przewodniku po Bielanach z 2003. W tejże dzielnicy, na początkowym odcinku ul.
Schroegera i jej przecznicach (Lisowska, Hajoty, Swarzewska)- wiele domów
kilkumieszkaniowych w zabudowie szeregowej. Na Kamionku - willa Geberów (ul.
Lubelska 13)- przebudowana w l. 1929-30 ("Atlas...", t. 9). Pałac Raczyńskich
przy Długiej - przebudowa w l. 1930-36. Poza tym kilka willi pod Warszawą,
kościół i plebania w Białowieży oraz trochę warszawskich kamienic z lat ok.
1935-39 - ale tu musiałbym się naszukać w zestawieniach zatwierdzonych
projektów za cały ten okres. To jest do sprawdzenia.
Zinserling pochodził z rodziny szwajcarskiej, z dawna osiadłej w Rosji i
całkiem zrusyfikowanej. Wykształcenie w Petersburgu: Akademia Sztuk Pięknych;
malarstwa uczył się u Dymitra Kardowskiego, architekturę zaś studiował u
Leontija Benois. W Polsce od 1921; przed wojną był w Wa-wie profesorem Wyższej
Szkoły Architektoniczno-Budowlanej i w epoce odbudowy zabytków stolicy (np.
pałac Branickich, pałac Młodziejowskiego, pałac Szaniawskich, pałac
Kazimierzowski, czy - po raz drugi - pałac Raczyńskich)- już człowiekiem raczej
niemłodym. Nie wiem kiedy umarł, znam jego autoportret z 1961 r. Większość
informacji cytuję za monografiami pałaców Młodziejowskiego i Branickich - tamże
reprodukcje portretu. W monografii pałacu Raczyńskich ciekawe reprodukcje
rysowanych węglem projektów, wydanych w albumie w 1936 r. No, to może na tyle.
Pzdr.
P.S. - rzeczywiście istniała drewniana garnizonowa cerkiew na terenach IMGW; w
okresie m-woj. użytkowana jako jeden z budynków półkolonii dla ubogich
okolicznych dzieci (patrz - przewodnik po Bielanach - jw.).
Błędna diagnozy
Dziś włąsnie szcześliwie okazało się, że nie stanę sie aktywnym uczestnikiem
tego forum - jednak chciałabym opisać naszą sytuacje, ku przestrodze innym.
W wieku 6 tygodniu poszłam z miom synkiem na badanie stawów biodrowych do
Przychodni przy Szpitalu Bielańskim w Warszawie, trafiłam do Pani dr.
Lew-Starowicz. Pani Daktór obejrzała synka i stwierdziłą że lewe biodro jest
wyżej i zleciła wykonanie badania USG oraz szerokie pieluchowanie. W
przychodni nie mozna było wykonać USG (pani wykonujaca chora od dłuższego
czasu). Poszliśmy więc prywatnie na badanie - wynik nieco spłycona panewka
lewgo stawu, główka kości ustawiona prawidłowo. Przez miesiąc zgodnie z
zaleceniem zakładałam szeroko pieluchę.
Na wizycie kontrolnej po miesiacu Pani doktór obejrzała wyniki USG oraz synka
i stwierdziła, że konieczne jest użycie poduszki Frejka.
Na szczeście w sklepiku szpitalnym nie było właściwego rozmiaru. Miałam
przyjść za tydzień z kupioną poduszką na ustawienie jej.
Z mężem postanowiliśmy jednak pójść na konsultacje i...
Zrobione USG wykazało, że oba stawy są właściwie ustwione a lekarz ortopeda
dr. Piotr Anyżewski (przyjmuje na Kabatach w Spółdzelni Pracy Lekarzy
Rentgenologów) potwierdził, że synek jest w pełni zdrowy. Dodatkowo po
obejrzeniu poprzedniego badania powiedział, że ten niedorozwój panewki w wieku
6 tygodni jest również stanem normalnym.
Cieszę się, że tak to się skończyło, ale jest zła że niekompetentna lekarka
chciała wsadzic moje dziecko w jakieś kompletnie nie potrzebne sprzęty i
blokować jego rozwuj. Zawsze warto sie skonsultować z innym lekarzem.

K.
centalizm?
kosciol na bielanach?? warszawskich czy wroclawskich? Nakierowuje co prawda
publikacja w "zyciu Warszawy" ale ...
To ja krótko. Warszawa. Kościół przy ul. Przy Agorze na Bielanach,
dolny.Niedziela 16.X godz. 19.00. Filharmonia Kaliska wraz z paroma chórami, w
tym Alla Polacca młodzieżowym będą grali i śpiewali pop oratorium do tekstow s.
Faustyny. Wstęp wolny.
polskie zwycięstwo nad Moskwą
Nascendi napisał:

>Czyż jednak nie byłoby ładnym gestem ze strony przywołanych instytucji
>rezydujących czy goszczących na Pólkowej Górze, gdyby przypominały swym
>(bardzo licznym) gościom o tym, czym naprawdę jest Las Bielański i jakie
>standardy zachowania na jego terenie powinny obowiązywać (nie tylko ze
>względów prawnych ale i kultury przecież). I o to, jak sądzę, chodziło, a nie
>o wciskanie komukolwiek 'niestatutowej' działalności.

Skąd wiesz o czym przypominają czy nie przypominają ? Poza tym co takiego robią
strasznego owi "goście" ? Ci goście w żaden sposób nie są winni degradacji
Lasu, za duży wpływ tym gościom przypisujesz. To i tak cud, że w takim niezłym
stanie ta resztka Puszczy Mazowieckiej egzystuje w środku aglomeracji Warszawy.

>A jednak i gazetka, i adres domeny, i umieszczona pod nim zawartość tytułują
>się "Lasem Bielańskim" a nie np. parafią, pustelnią czy kościołem kamedułów.

To, kto od kogo przejął nazwę, nie jest takie oczywiste, jak Ty to szanowny
Nascendi przedstawiasz :)

Nazwa Bielany pochodzi od białego ubioru zakonników św. Romualda z Camaldoli,
zwanych kamedułami, którzy w 1639r. na podstawie dokumentu fundacyjnego
nadanego przez króla Władysława IV, osiedlili się na terenie lasu na
wzniesieniu zwanym wówczas Polkową Górą.

Tak więc nie byłoby nazwy "Las Bielański" bez kamedułów :)

A tak przy okazji, to pierwszą świątynią, jaka tu powstała, był drewniany
kościół, który król Władysław IV wybudował jako votum za Z W Y C I Ę S K Ą
wojnę z M O S K W Ą.
Wielu ludzi podejmuje wielkopostne wyzwania, a rolą księży jest miedzy innymi
zachęta do tego i dobry przykład.
Niestety w tym przypadku jest sporo przesady i ze strony księdza i Gazety.
W środę popielcową w kościołach czytany jest fragment dotyczący jałmużny,
modlitwy i postu. Przesłanie jest bardzo wyraźne -
pokuta ma być aktem pokory przed Bogiem, a nie zabłyśnięciem przed ludźmi: „Ty
zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i umyj twarz,
aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu",
inny fragment:
"Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to,
aby was widzieli"(Mt 6,1-6.16-18).
Wobec tego stwierdzenie, jakoby ksiądz napisał w tej sprawie do Gazety, budzi
moje obiekcje co do szczerości jego postanowień.
Czy to nie obłuda wykorzystać religijność czy pokutę jako źródło zysku? w tym
przypadku zysku medialnego?
Ksiądz Drozdowicz jest osobą znaną w całej Warszawie i rzeczywiście przyciąga
tłumy do bielańskiego kościoła.
Co jakiś czas możemy przeczytać i usłyszeć jak ożywia i "rozkręca" parafię.
Oczywiście wszystkich chrześcijan powinien cieszyć fakt zaangarzowania
religijnego tak wielkiego grona wiernych,
ale czy oni rzeczywiście przybywają tam dla Boga? Czy może dla atrakcji
organizowanych przez księdza?
Dla piórek z sufitu, mikołaja, osiołka, karuzeli??? A może to miejsce
zwyczajnie jest modne?
W jednym z wywiadów na:
polki.wp.pl/kat,2334,katn,Reporta%BFe%20Przyjaci%F3%B3ki,wid,350729,widn,Jestem%20kamedu%B3%B1...,wiadomosc.html
ksiądz nazwał siebie kamedułem. To ja pytam gdzie ta pokora, cichość i
skromność, którą nakazuje surowa kamedulska reguła.
W wywiadzie Gazety kilkakrotnie jest mowa o Lesie Bielańskim. Chyba setki
Warszawiaków odwiedzających ten kościół nie wie, że jest tam rezerwat.
Świadczy o tym coniedzielny koszmar zakorkowanej ul. Dewajtis. Zakładając, że
to ludzie wierzący, może spojrzeliby na fakt rozjeżdżania
rezerwatu jako na grzech nieposzanowania przyrody - także dzieła Boga.
Czy ksiądz Drozdowicz w swoich działaniach zwrócił kiedyś na to uwagę? Czy
zaapelował do wiernych o szanowanie tego rezerwatu?
Może boi sie, że kościół bedzie pusty a wiara ludzi za słaba aby przejść pieszo
1 km? Może w ramach pokuty i wielkopostnych postanowień zrezygnowaliby z
samochodu i dali lasowi odetchnąć?

Zdaje sobie sprawę, że wiele osób nie zgodzi się z moimi poglądami.
Aby uprzedzić potencjalne komentarze, dodam, że nie jestem negatywnie
nastawiona do księży ani przesadnie religijna.
Podobno po lewobrzeżnej stronie Warszawy ( Żoliborz, Bielany, Bemowo, Ursynów ...) jest zakaz udzielania ślubów w piątki - taką decyzję wydał arcybiskup Nycz.
Moze ktoś też planuje ślub w piątek i zna kościół w którym bez problemu udzielają ślubów i dyspensy
ell.a napisała:

> To nie kapłan rozgrzesza tylko Bóg. Kapłan jedynie jest tu
> pośrednikiem, który grzechy penitenta przedstawia Bogu jako swoje.
> Nie ma innej możliwości.
> Jeżeli nie akceptujesz tego to już twoja osobista sprawa, nie ma
> przymusu bycia katolikiem i przyjmowania odpuszczenia grzechów.

Problem w tym, ze ten sam kaplan, slaby i grzeszny czlowiek z
normalnymi ludzkimi przywarami wyglasza kazania. Z ktorych mozna
uslyszec slowa pelne nienawisci albo zwyczajnie glupie. W kazdym
razie grzeszne jak czlowiek, ktory je wypowiada. A grzeszny i
grzeczny lud bierze je za slowa Boga, bo ksiadz wszak to bozy
urzednik.

Ten sam problem zreszta dotyczy spowiedzi, bo spowiednicy lubia
niekiedy wykorzystac bezposredni kontakt z grzeszna i grzeczna
owieczka. Wielu ludziom nie starcza intelektualnego dystansu do
osoby ksiedza, malo kto widzi za osoba ksiedza osobe Boga. I dlatego
grzeszni ludzie dyktuja, jaki ten Kosciol ma byc.

Oczywiscie - mozna napisac jak ty - ze nie ma przymusu, jak sie nie
podoba, to wypad. Ale nawet po wypadzie, z zewnatrz, trudno
zrozumiec, jak mozna tkwic w instytucji, ktora mowi radiomaryją,
ktora dyktuje ludziom podczas kazan, na kogo maja glosowac, ktora
sprzedaje antysemickie ksiazki. Ella, wytlumacz.

W Warszawie na Zoliborzu i Bielanach sasiaduja ze soba dwie duze
parafie. W jednej jest charyzmatyczny ksiadz o usmiechu i madrosci
swietego. Z ambony nie gromi, tylko opowiada, ze lepiej kochac, ale
nienawisc tez jest ok, chociaz warto wiedziec, ze kryje sie za nia
cierpienie. Ktory animuje spolecznosc i z kazdym potrafi pogadac. I
jest w tym wszystkim niesamowicie autentyczny i pelen milosci. Jest
druga parafia, gdzie podczas kazania krzykiem wklada sie w glowy
wiernych, ze katolicy sa lepsi od innych. Z definicji. Gdzie podczas
kazan mruga sie okiem, ze ci sa nasi, a tamci to juz nie, bo to nie
sa Polacy.

Wytlumacz, Ella, dlaczego Koscioly sa w Polsce tak rozne? Dlaczego
nie wszedzie kocha sie blizniego jak siebie samego, a przeciwnie -
nawoluje do nienawisci?
Tak, chodzimy. Ponieważ mieszkamy w Warszawie wybór kościołów mamy
ogromny. Najchętniej chodzimy do koscioła św. Zygmunta na Bielanach,
ponieważ jest tam kaplica dla matki z dzieckiem (oszklona, więc
widać ołtarz i kościół, nagłośniona). Przychodzą tam całe rodziny,
których maluszki nie potrafią jeszcze cichutko i spokojnie
wysiedzieć całej Mszy św. Wszystkie dzieci bawią się razem, troszkę
biegają, wymieniają zabaweczkami. Nikomu to nie przeszkadza, a w
kościele tego nie słychać.
Jak nie możemy isć do tego koscioła z kaplicą, to zwyczajnie idziemy
do naszego, czy innego. Nasze dzieci chodzą z nami od początku i nie
muszą się przyzwyczajać. W końcu kościół, to niejedyne miejsce gdzie
potrzeba jest odrobina dyscypliny, trzeba tego uczyć. Staramy się
stać gdzieś z tyłu, zeby ewentualnie nie przeszkadzać, możliwie
wybieramy Mszę dla dzieci. Dzieci nie muszą siedzieć sztywno, bo to,
rzeczywiście może kojarzyć sie z karą, troszkę pobiegają, troszkę
pojedzą, popiją, pobawią się jakąś zabaweczką, książeczką, jak juz
daja w kość, to na naszych rączkach oglądają wystrój kościoła.
Wszystko zależy od przykładu i nauki rodziców. Jak rodzice nie
prowadzają, to skąd maluchy mają wiedzieć jak sie zachować, nie
dziwne, ze wariują. Czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie
umiał. Może być troszkę ciężko na początku, tym których dziecko nie
wie co to kościół, ale przy systematycznym chodzeniu wejdzie im to w
krew i już kościół nie będzie taki straszny.
My to jeszcze nic, znam takie dzieci co na klęczkach! z
zaangażowaniem potrafią uczestniczyć w różnych modlitwach, a dziecko
ma 3 latka.
Tak jak mówię, to kwestia podejścia.
Swoją drogą, to trzeba przyznać, że jakiś dziwny ten Wasz ksiądz. Co
to za ksiądz co nie lubi dzieci? Lubi nie lubi ale zabraniać
przychodzic nie może. Wcale bym się tymi zakazami nie przejmowała. W
końcu kościół jest dla ludzi. Wcale nie stałabym w przedsionku,
tylko na końcu, a na tacę nie wziął, to i lepiej dla mnie. Wcale bym
się tym nie przejmowała. Można przecież nie dawać, i co mi zrobią.
Mam to daję, nie mam, to nie dam i już. On się nie przejmuje co o
nim mówią, to czym ja mam się przejmować. Dla spokojności
próbowałabym znaleźć kościół bardziej przyjazny dzieciom i już.
Nie zrażajcie się. Gorąco pozdrawiam!
Witam Was . Moj tatus mial tez niedrobnokomorkowego raka pluc z przezutami do
watroby , zeber , kregoslupa. Top prawda ,ze leczenia onkologicznego nie mial
zadnego(ze wzgledu na rozsianie choroby i stapien zaawansowania raka(IV stopien
zlosliwosci). Poczytajcie moje wpisy, moze to cos Wam pomoze. Napewno musicie
zmusic lekarzy do radioterapii ,przynajmniej paliatywnej ,to bardzo pomaga w
bolach przy przezutach do kosci. Napewno tez bifosfaniany i dla nas szczesciem
w calym nieszczesciu ,ze tatus odszedl bylo to ,ze mial zapewniony komfort
zycia (przez nas czyli rodzine). Na pewnym etapie choroby lekarze umywaja rece
i robia to albo w sposob delikatny " sprobujcie panstwo zapewnic leczenie
przeciwbolowe" albo po prostu troche obcesowo" my juz nic zrobic nie moglismy ,
zrobilismy bardzo duzo "to zawsze bardzo podkreslaja ) diagnostyka zakonczona.
My mielismy szczescie , poniewaz tatus przebywal w Warszawie i na Plockiej(nie
w klinice chorob pluc, bron Boze -tam byla tylko diagnostyka), ale w Lecznicy
leczenia bolu Prosen znalezlismy lekarza , ktory do konca byl przy naszym
tatusiu , tak mial ustawione leczenie przeciwbolowe , ze chodzil , jadl do
niedzieli 19 listopada (chociaz juz wteduy mimo ,ze nie czul bolu zaczely sie
klopoty z oddychanie , a tydzien wczesniej mechaniczna niewydolnosc nerek). W
poniedzilek 20 listopad odszedl. Musicie tez zdrowo odzywiac swoich rodzicow.
Moj tatus pil sok z burakow, jadl owoce , bardzo polubil platki na mleku w
mnostwem witamin, kielkow zboz, owocow.Mamusia kupowala cielecinke , ktora
przyzadzaly z siostra na parze, cwiczyl na rowerku stacjonarnym.
Od chwili wykrycia choroby przezuty nie zwiekszyly sie ani nie powiekszyly. 20
lipca juz tak zle bylo.
Pozdrawiam i zycze duzo sily do walki.Dacie rade , kochacie swoich rodzicow i
dzieki temu oni maja sile na usmiech i wole walki. Mego tatusia zalamalo
to ,ze przy niewydolnosci nerek Pani doktor i siostra probowaly umiescic
tatusia w szpitalu na nefrologi aby te nerki ratowac. Mial byc przyjety do
Bielanskiego szpitala . Siostra zawiozla tatusia i cal dokumentacje choroby i
poszla na izbe przyjec. Lekarz zajrzal w papiery i nawet do tatusia nie
wyszedl. Siostra musiala tatsuia zabrac do domu. Zamknal sie w sobie ,ze juz Go
nawet w szpitalu nie chca (wiedzial o chorobie ,ale nie ze jest tak zle).
Tatusia lekarka powiedziala ,ze to Go zalamalo. Ostatecznie zziebnietego
siostra zawiozla do domu. Lakarka stanela na glowie i znalazla miejsce w
Szpitalu prof.Orlowskeigo , ale to nie byl juz nasz dawny tatus(nawet moj
przylot go nie ucieszyl) i tak gasl przez kilka dni.
Nie dajcie sie lekarzom, walczcie o kazdy dzien.
Goska
jezeli bede potrafila pomoc pytajcie.
Lasek Bielański na Dewajtis przy Uniwersytecie Wyszyńskiego. W wakacje macie tam
pustki, kościół bardzo ładny okolica pozwala zapomnieć że to warszawa...
Polsce nie zależy na EIT?
to co piszecie, nie zostaje bez echa. czytaja to w konsulatach, ambasadach, komisjach.

sami widzicie ze szans nie ma. to dlaczego macie zal do rzadu i centrali w warszawie ze nie pomaga. a dlaczego ma pomoc ? przecie tam siedza goscie, ktorzy wiedza wiecej i juz wiedza, ze szans nie bylo i nie ma. to po co tracic pln, euro, usd na podroze i delegacje, czas na jalowe dyskusje.

sprawa eit dla wroclawia, to zabieg reklamowy dla dutkiewicza, ktoremu marzy sie wieksza
miescina niz wroclaw city ( wlasciwie to jest wieksza wiocha ) . wroclaw jest wieksza wioska, bo jak to na wsi bywa, przez wioske przebiega jedna droga, przy ktore jest kosciol, chata soltysa, szkola, 2 sklepy z piwem.

wroclaw ma 4xK, czy 4 glowne ulice ( karkonoska + krzywoustego + kosmonautow + krakowska ), przez ktore MUSI SIE PRZEJECHAC, aby przedostac z poludnia na polnoc, albo z zachodu na wschod. od 63 lat nie wybudowano zadnej innej, nowej ulicy do i z Wroclawia. nie ma obwodnicy, jest male lotnisko na ktore ciezko dojechac, jest brudny i smierdzacy Dworzec Glowny, male hotele, zakorkowane i coraz bardzie dziurawe ulice, ...

kosciolow jest troche wiecej, ale sklepy z piwem to teraz galerie ( Bielany, Korona, Magnolia, Carrefour, Real, Auchan ), ktore TEZ LEZA PRZY TYCH DROGACH !! tylko nasz Prezydent mieszka w sasiedniej wsi ( Ramiszow )

i czy mozna zrobic EIT we wsi ??

ilu mieszkancow wroclawia zna biegle obce jezyki ? jak ewentualnie obsluzyc naukowcow z eit ? jak ci ludzie beda zyli w okolicach wroclawia ? wieksza szansa, ze oni predzej sie naucza polskiego, niz nasze sklepowe, taksowkarze, tramwajarze, panienki na poczcie, kelnerzy, serwisy na stacjach benzynowych, lekarze, nauczyciele, urzednicy, kolejarze, i wszyscy inni ktorzy tu zyjemy, pracujemy, zarabiamy.

ludzie w warszawie, jak w unii mysla, i wiedza ze nie mozna zrobic konkurencji dla Harvardu w czyms co sie nazywa Wroclaw. i dlatego nie dzialaja, i dzialac nie beda.
Ja się odniosę do blokowisk-pan Blumsztajn wymienia Klaudyny, czyli miejsce w
pobliżu którego mieszkam-bloki są szpetne- to prawda, ale z drugiej strony jest
to najlepsze osiedle z których dłuzej lub krócej mieszkałam. Kilka minut
spacerku i jest Las Bielański, albo Kępa Potocka-super zielone miejsca
(szczególnie to pierwsze). Osiedle jest całkiem bezpieczne (choć przestępstwa
się zdarzają jak wszędzie), latarnie, kamery itd. Jest dostęp do wody
oligoceńskiej, sporo placów zabaw, a ostatnio przy parku dzielącym osiedle i
kościół pojawiły się też miesca odpowiednie dla fanów rolek i desek.
Oczywiście zmorą pozostają srajace pieski właścicieli-brudasów, ale myślę, że i
ten problem mieszkańcy rozwiazą.Nie takie straszne to osiedle jak je maluje
autor.Blokowiska sa, bo ludzie muszą gdzieś mieszkać, ale sądzę, że na tych
osiedlach jest coraz czyściej i ładniej. Zmienia się świadomość mieszkańców,
których coraz liczniejsza rzesza chce mieszkać po ludzku.
A co do reszty, w Warszawie wkurza mnie brak nocnego życia-nie ma to nic
wspólnego z brakiem chęci jej mieszkańców, ale z osobliwymi skargami tych,
którzy mieszkają ptzy Nowym Świecie czy Starym Mieście.
Jak chcą ciszy, moze warto zmienić miejsce zamieszaknia?
Na całym świecie miejsca takie jak centrum, rynki starówek i deptaki to miejsca
hałaśliwe-pełne knajpek i pubów, które czynne są po północy, mieszkają tam ci,
którym to nie przeszkadza.Szczególnie stolica musi posiadać takie miejsce, aby
ściagać turystów i dać możliwość relaksu zapracowanym Warszawiakom.
Szkoda, że przez protesty kilku tysięcy ludzi cierpi całe miasto...

I na koniec, przyzwyczajona do opinii Warszawy jako miasta brzydkiego, zacząłam
przyglądać się innym polskim miastom (Gdańsk, Kraków, Katowice, Radom, Poznań,
Kielce, itd)-i powiem szczerze, są co najmniej tak samo brzydkie lub jeszcze
brzydsze niż stolica. Najczęściej kupa szarzyzny z kilkoma punkcikami urody. Z
tej oceny wyłączam Wrocław, bo widziałam to miasto jako dziewczynka i nie
pamietam nic prócz ZOO :))))
27 stycznia
Błogosławiony Jerzy Matulewicz, biskup

Błogosławiony Jerzy Matulewicz
Jerzy urodził się 13 kwietnia 1871 roku w wielodzietnej rodzinie litewskiej, we
wsi Lugine koło Mariampola na Suwalszczyźnie. Oboje rodzice umarli, gdy był
małym dzieckiem. Był wychowywany przez swojego starszego brata Jana, niezwykle
surowego i wymagającego człowieka. Pomimo kłopotów zdrowotnych i materialnych -
często nie miał za co kupić podręczników - uczył się dobrze dzięki swojej
niezwykłej pilności i pracowitości. Po kilku latach nauki na prawach eksternisty
w gimnazjum (od 1883 r.) zachorował na gruźlicę kości. Musiał posługiwać się
kulami. Choroba ta gnębiła go do końca życia. Już w gimnazjum pragnął zostać
kapłanem. Jednakże dopiero w 1891 roku, jako dwudziestoletni młodzieniec,
wstąpił do Seminarium Duchownego w Kielcach. Wówczas też zmienił swoje nazwisko
z Matulaitis na Matulewicz. Zapamiętano go jako kleryka pełnego spokoju,
wewnętrznej równowagi, otwartego i pracowitego. Gdy władze carskie zamknęły
seminarium, kontynuował naukę w Warszawie, a następnie w Petersburgu. Tu przyjął
święcenia kapłańskie 31 grudnia 1898 roku. W następnym roku ukończył Akademię
Petersburską jako magister teologii. Doktorat uzyskał na uniwersytecie we
Fryburgu Szwajcarskim.
Powrócił do Kielc, gdzie podjął zajęcia jako profesor seminarium (do 1904 r.).
Postępująca gruźlica kości spowodowała, że musiał poddać się ciężkiej operacji w
jednym z warszawskich szpitali. Po kuracji rozwinął działalność społeczną w
Warszawie, zakładając m.in. Stowarzyszenie Robotników Katolickich oraz gimnazjum
na Bielanach. W 1907 roku objął katedrę socjologii w Akademii Duchownej w
Petersburgu. Dojrzał w nim wówczas zamiar odnowienia i zreformowania zakonu
marianów, skazanego przez władze carskie na wymarcie. 29 sierpnia 1909 roku, w
kaplicy biskupiej w Warszawie, złożył śluby zakonne na ręce ostatniego żyjącego
marianina ojca Wincentego Senkusa. Rok później ułożył nowe konstytucje dla
marianów, którzy odtąd mieli być zgromadzeniem ukrytym. Jeszcze w tym samym roku
Pius X potwierdził regułę. Pierwszy nowicjat odnowionej wspólnoty złożony z 2
profesorów i jednego ucznia został utworzony w Petersburgu. W 1911 we Fryburgu
Szwajcarskim powstał drugi, następnie dom zakonny w Chicago, a podczas I wojny
światowej dom na Bielanach pod Warszawą. W 1911 roku został generałem zakonu,
którym kierował do śmierci.
Po zakończeniu działań wojennych ojciec Jerzy powołał Zgromadzenie Sióstr
Ubogich Niepokalanego Poczęcia NMP, które szybko rozprzestrzeniło się na Litwie
i w Ameryce. W 1918 roku Benedykt XV mianował go biskupem wileńskim. Udało mu
się umocnić katolicyzm w diecezji. Na własną prośbę został zwolniony z
obowiązków biskupa w sierpniu 1925 roku. Pragnął poświęcić się całkowicie
kierowaniu zgromadzeniem marianów, lecz już w grudniu tego samego roku został
mianowany wizytatorem apostolskim na Litwie. W ciągu dwu następnych lat
nieludzkimi wprost wysiłkami udało mu się zorganizować życie katolickie w tym
kraju i naprawić stosunki ze Stolicą Apostolską.
W trakcie prac nad zatwierdzeniem konkordatu, ojciec Jerzy umarł nagle po
nieudanej operacji 27 stycznia 1927 r. Beatyfikowany został przez Jana Pawła II
w 1987 roku podczas uroczystości z okazji 600-lecia Chrztu Litwy. Jego relikwie
spoczywają w kościele w Mariampolu. Jest jednym z patronów Litwy.
Gość portalu: H napisał(a):

>
> Slowo na temat wypowiedzi vampi_r'a. Mape, o krorej mowisz, posiadam od dawna
w domu w wersji big i small.

:-)))))))=
Jeśli masz na mysli mapy ściagniete ze strony UD Bemowo... to współczuje.
Ktoś z Bemowa zrobił nawyraźniej zdjęcie cyfrówka mapy wiszacej na ścianie
podczas pierwszego spotkania informacyjnego na Bemowie i zaraz umieścił na
stronie UD.

> Ze ja znasz - nie watpie, bo nie jest tylko moim odczuciem, ze SISKOM to po
prostu
> urzedasy. Urbanisci sadzac z jezyka. Sami wiec te mape tworzyliscie. Wiec np.
moze chodzic tu o kase z
> realizacji projektu, ktorego jestescie autorami. Lub o stanowiska. Jesli
bladze, to mnie poprawcie.

Pomyśl logicznie. Gdyby to była prawda, to nam by zalezało, by mącic i robić
projekty kolejnych wariantów. Projektantowi płaci sie za projekt, a nie za to,
czy dojedzie do realizacji, czy nie.

> Wasze glosy na forum inteligentnie (trzeba przyznac) rozpraszaja uwage i
energie, wprowadzaja zamet
> i probuja uspokoic ludzi jakimis kocopolami na temat 100 czy 200m.

Pokaż ten zamęt. Czy wypowiadanie swojego zdania i opinii to juz zamęt?
Czy mamy wszyscy byc jednomyslni jak na Białorusi?

> Po pierwsze: przygladalismy sie wraz i innymi uczestnikami protestu wczoraj
> rzeczonej mapie - w
>odleglosci 100-200m. od planowanego przebiegu sa 3 osiedla na ul. Ksiezycowej,
> co zreszta widze
>rowniez z okna. Nie ma tam miejsca na zadna trase, chyba ze lukiem przez lotnis
> ko. Wtedy tunel bylby
> 2x dluzszy, co pewnie podrozy inwestycje o jakies 200mln. Dolozycie?

Ja mówie o łuku przez lotnisko, ale wtedy bez tunelu.

> Po drugie: Wariant 3 i 4 nie wyklucza ruchu z Tarchomina. Tylko lukiem omija
> Bielany.

Nie zgodze się. Wariant 3 i 4 wymaga zakręcenia TMP pod kątem niemal 90 stopni
za hutą i wydłużenie całej trasy o dobre kilka km. Taka trasą pojada tylko ci
tarchominianie, którzy akurat wyjeżdżaja na Poznan. A TMP powstawała z mysla o
alternatywie przejazdu z Tarchomina na południe Warszawy, w tym na Bemowo,
Ochotę, Ursynów. Czyli większośc ruchu z TMP w tych kierunkach wpadnie w
Gen.Maczka przy wariancie 3 i 4.

> Po trzecie: O przebiegu takich tras [jest to trasa Szybkiego ruchu - stad S]
> decyduje wojewoda i jest to
>wylaczone zkompetencji samorzadu, zatem moglibysmy sobie nafiukac, gdyby nie to
> , ze chodzi o
> fundusze uniijne.

Masz rację. Radni Bielan tylko opiniują, a nie decydują.

> A tam wyslano stare mapy, na ktorych nie bylo nowych osiedli.

A ty skąd masz takie wiesci? Możesz podac źródła?

>
> Po czwarte: Mozecie pisac na info.chomiczowka.org, chetnie odpiszemy.

Próbowałem wczoraj, ale miałem serwer error

> Choc SISKOM nadal nie
> odpowiedzial na mojego maila :-/ Co do prywatnego spotkania - pewnie i tak
nastapi ono 14-go lub 16-go.

Ja nie dostałem od ciebie maila. Napisała za to mon_cynamon.

> Wy bedziecie siedziec w garniturach przy stole wraz z panem Wojtkiem Dab
> rowskim, nas
> poznacie po transparencie "Chomiczowka przeciw trasom" :-)))

:-))))=
Mam już transparent "Zburzyc Chomiczówkę".

Hej. Mam nadzieję, że jutro lub w niedziele spotkamy się.
Umawiajcie się z mon_cynamon. Ka się dostosuję do kazdego miejsca i czasu.
>Owszem, chcielibyśmy, aby proboszcz zrobił coś konkretnego dla powstrzmymania
>zalewu samochodów. Jeśli uważasz działanie na rzecz wspólnego dobra za "nasz
>własny cel", to mogę tylko ubolewać że upodabniasz się do niejakiego remy i
>jego zarzutów "zawlaszczenia lasu dla siebie".

Dlaczego to ks. proboszcz ma coś zrobić konkretnego dla powstrzymania zalewu
samochodów ? Przecież on nie jest od ochrony przyrody. On ma różne inne
obowiązki i nie może zajmować się wszystkim, z czym do niego przychodzą ludzie.
Doba ma tylko 24 godziny. Skoro Ty i Twoi znajomi zajmujecie się sprawami
ochrony przyrody, to chwała Wam za to, i chyba ks. proboszcz nie stoi Wam na
przeszkodzie ?

Poza tym, jeśli dobrze zrozumiałam, to samochody przyjeżdżają także w
powszednie dni ...
Niestety nie wiem, kto to jest rema.

>Jeśli uważasz, że ks.D. coś robi, to chętnie poznam przykłady. Bo chyba nie
>uważasz, że ks.D. z jakichś względów nie powinien podlegać krytycznej
>ocenie...? I też z góry przepraszam za to ostatnie pytanie.

Nie znam tak dobrze księdza, żeby znać wszystkie jego uczynki :-)
Przede wszystkim odprawia msze św. i spowiada.
Nie uważam, że ks. nie powinien podlegać krytycznej ocenie, ale moim zdaniem
Wasze zarzuty nie są zasadne. Byłyby dla mnie bardziej zrozumiałe, gdybyście
się z problemami ekologicznymi zwracali do radnych dzielnicy.

>OK, przyjmuję to na wiarę i ten grzech księdzu odpuszczam ;-) A co z potokami
>samochodów, dla których jego zaangażowanie byłoby szansą ?

Żeby zaangażowanie księdza mogłoby być skuteczne, to nie mogłoby się ono
ograniczyć do jednej obecności na sesji Rady Dzielnicy, czy wygłoszenia
z ambony zdania "bracia i siostry nie przyjeżdżajcie tutaj samochodami".
A na więcej zaangażowania to ks. chyba nie ma czasu.
Poza tym, jak ludzie mają się dostać do kościoła ? Czy gdzieś przy ul.
Marymonckiej jest jakiś odpowiedni parking ? Przecież proboszcz go tam nie
wybuduje. To raczej proboszcz powinien oczekiwać od swoich parafian (a więc
i od Ciebie, jeśli jesteś parafianinem choćby z wyboru) pomocy ...

>A na czym miałby polegać "sens lasu" którego pozbawi go likwidacja parafii ?
>Dla pełności - nie postulowałem likwidacji, tylko nieużywanie nazwy "LB" albo
>używanie jej pod pewnymi warunkami.
>Od ponad 30 lat Las jest rezerwatem. Nie ma powrotu do rekreacyjnych placów
>zabaw zlikwidowanych 25 lat temu. Jaka w tym zasługa parafii, która na obecną
>skalę działa od paru lat?

Najpierw szumiała Puszcza Mazowiecka. W Puszczy na Górce Polkowej król
Władysław IV wybudował kościół i sprowadził zakonników kamedułów. Od białych
habitów kamedułów tę część lasu zaczęto nazywać Lasem Bielańskim. Zakon
kamedułów został skasowany przez władze carskie, ale pozostał kościół,
no i nazwa lasu. Kiedyś już chyba rozmawialiśmy na temat historii Lasu i jego
mieszkańców, właścicieli, zniszczeń wojennych, itp. itd.
Twierdzę, że gdyby król Władysław nie sprowadził i nie osadził w tym miejscu
Kamedułów, to już dawno to miejsce byłoby zabudowane, a rezerwat by nie
powstał, bo 30 lat temu (kiedy tworzono rezerwat) nie byłoby lasu.

To, że stronę internetową parafii nazwano „Las Bielański” nie jest żadnym
nadużyciem, ani też nie daje Tobie (i innym) prawa do stawiania proboszczowi
jakiś warunków używania tej nazwy.
Najpierw była kura, a potem jajko ;-)
W Lesie Bielańskim nie tylko znajdują się budowle kościelne (nawiasem mówiąc
teren, na którym znajdują się te budowle, nie należy do terenu rezerwatu "Las
Bielański", a tylko z nim graniczy), ale także inne obiekty. Poza tym głównym
zagrożeniem dla L. B. jest przede wszystkim miasto Warszawa.

>Staram się unikać personalnych ocen, jakich nie brakuje np. w postnym wątku.
>Ale mamy chyba prawo nie tylko wychwalać zasługi ale i oceniać negatywne
>skutki jego działalności. Jeśli nie jest na nie obojętny i robi dosyć dla ich
>równoważenia, to jeszcze raz proszę - podaj konkrety.

Mam wrażenie, że niektórzy z Was znacie się z pozawirtualnej rzeczywistości
i dlatego Wasze wypowiedzi nie są dla takich jak ja, spoza Waszej grupy –
jasne. Nie wiem o jakich zasługach i działalności (w dodatku o negatywnych (!)
skutkach) piszesz, bo ja ich po prostu nie znam.
Czyżby ks. Wojtek za mało mszy odprawiał ???
UWAGA............................ ....
witam wszystich.

kupiłem mieszkanie w bloku już wybudowanym. Z pełna świadomościa ewentualnego
przebiegu trasy na tyłach bloku. Przed zakupem udałem sie do urzędu dzielnicy
Bielany by przestudiować ewentualne projekty tras. Zrobiłem to równocześnie w
Wydziale Infrastuktury Urzędu Miasta.
Wizyty w urzędach potwierdziły planowany przebieg trasy nieopodal bloku.
Pomimo wszystko zacząłem rozmawiać z mieszkańcami bloków sąsiednich docierając
do stowarzyszenia walczącego od wielu m-cy o osuniecie trasy od części
zamieszkanych.

I tak.

Najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem jest odsunięcie reas szybkigo ruchu i
obwodnicy na tereny przy-huciane ( ok. 1-2 km dalej ) a wybudowanie na tyłach
bloku ulicy międyosiedlowej typu Powstańców Śląskich.

Niezalęznie od wszystkiego co usłyszałem podjąłęm z pełną świadomością decyzję
o zakupie.
Proszę wszystkich by nie słuchano tych co mówią źle. Ci zapewne nie mają
własnego mieszkania albo dokonają zakupu na tarchominie, bródnie, bądz
targówku. Czyli na bardzo cichych i "cywilizoawnych" osiedlach...... (życzę
powodzenia).
Proszę zwrócić uwagę na szeregi bloków przy Powązkowskiej czy Maczka, czy też
nowo budowane osiedle przy Gwiaździstej ( to ostatnie w cenie ok. 6000- 7000
zł/m ) - wszystkie lokalizacje przy bardzo ruchliwych trasach, w sąsiedzwie
bezpośrednim - ok. 20 - 30 metrów ( w niektórych przypadkach mniej )
WSZYSTKIE SPRZEDANE.............
Pomimo, że tam się już nic nie zmieni mieszkania sprzedały się na pniu.
Wracają do Bielan. Nawe gdyby którakolwiek z tras została pobudowana ( miejmy
nadzieję, że ta najmniej uciążliwa ) jest to jedna najpiękniejszych dzielnic
Warszawy. Prosze przejść na dugą stronę Bogusławskiego..... Nie trezba jeździć
do parków czy też szukać rozrywek dla dzieci.....
W promieniu 700 metrów - sklepy, przedszkole publiczne, 3 place zabaw, ujęcie
wody oligoceńskiej, kościół, basen, poczta i wszytsko co potrzebne do
funkcjonowania. Nie zapomijmy o trzech liniach tramwajowych ( 300 metrów ) i
budowanej stacji metra na kasprowicza ( dokładnie 1200 metrów od wybudowanego
bloku ) No i kilkanaście połączeń autobusowych z całą Warszawą.

A ulica, trasa bądz obowdnica.....

Niestety mieszkamy w mieście. Marszałkowska bądz Świętokrzyska, czy nawet
Puławska - są to ulice "cichutkie", "zdrowe" a ceny mieszkań są zapewne
niższe niż w Rembertowie....

A tym co negatywnie się wypowiadają życzę obwodnic w innych lokalizacjach (
przebiegi tras do dziś dzień nie zostały jeszcze ostatczenie zatwierdzone;
każdy ma więc szansę na te przyjemność )

mieszkańcom bródna i tarchomina gratuluję nie kończących się korków ,
elektrowni i oczyszczalni ścieków
mieszkańcom ursusa, włoch - infrastruktury europejskiej, dziur , wiecznych
remontów ( i planowanej obwodnicy )
pragi - bezpieczeństwa i "dziadostwa" na każdym rogu....

Ja nie załuję niczego i odliczam każdy dzień kiedy to zamieszkam na tym
osiedlu, wśród zieleni - mając do centrum Warszawy ok. 15 minut jazdy
samochodem. Bez jakichkolwiek korków.

co do developera. nie jest to moje pierwsze mieszkanie w tym kraju.///
każdy wykonawca podobny. na każdego klienci narzekają. niestety w takim kraju
żyjemy, że płacąc wymagamy cudów. niestety czy to asbud, czy dom development,
czy też jw c. - kazdy robi wszystko minimum nakładów....... poczytajcie strony
innych osiedli a potwierdzicie moje słowa.

pozdrawiam wszystkich a sąsiadów witam.

podajcie lokalizacje swoich mieszkań a może poznamy się bardziej.

b.
uwaga !!!!!!!!!!!!!!!!!!!
witam wszystich.

kupiłem mieszkanie w bloku już wybudowanym. Z pełna świadomościa ewentualnego
przebiegu trasy na tyłach bloku. Przed zakupem udałem sie do urzędu dzielnicy
Bielany by przestudiować ewentualne projekty tras. Zrobiłem to równocześnie w
Wydziale Infrastuktury Urzędu Miasta.
Wizyty w urzędach potwierdziły planowany przebieg trasy nieopodal bloku.
Pomimo wszystko zacząłem rozmawiać z mieszkańcami bloków sąsiednich docierając
do stowarzyszenia walczącego od wielu m-cy o osuniecie trasy od części
zamieszkanych.

I tak.

Najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem jest odsunięcie reas szybkigo ruchu i
obwodnicy na tereny przy-huciane ( ok. 1-2 km dalej ) a wybudowanie na tyłach
bloku ulicy międyosiedlowej typu Powstańców Śląskich.

Niezalęznie od wszystkiego co usłyszałem podjąłęm z pełną świadomością decyzję
o zakupie.
Proszę wszystkich by nie słuchano tych co mówią źle. Ci zapewne nie mają
własnego mieszkania albo dokonają zakupu na tarchominie, bródnie, bądz
targówku. Czyli na bardzo cichych i "cywilizoawnych" osiedlach...... (życzę
powodzenia).
Proszę zwrócić uwagę na szeregi bloków przy Powązkowskiej czy Maczka, czy też
nowo budowane osiedle przy Gwiaździstej ( to ostatnie w cenie ok. 6000- 7000
zł/m ) - wszystkie lokalizacje przy bardzo ruchliwych trasach, w sąsiedzwie
bezpośrednim - ok. 20 - 30 metrów ( w niektórych przypadkach mniej )
WSZYSTKIE SPRZEDANE.............
Pomimo, że tam się już nic nie zmieni mieszkania sprzedały się na pniu.
Wracają do Bielan. Nawe gdyby którakolwiek z tras została pobudowana ( miejmy
nadzieję, że ta najmniej uciążliwa ) jest to jedna najpiękniejszych dzielnic
Warszawy. Prosze przejść na dugą stronę Bogusławskiego..... Nie trezba jeździć
do parków czy też szukać rozrywek dla dzieci.....
W promieniu 700 metrów - sklepy, przedszkole publiczne, 3 place zabaw, ujęcie
wody oligoceńskiej, kościół, basen, poczta i wszytsko co potrzebne do
funkcjonowania. Nie zapomijmy o trzech liniach tramwajowych ( 300 metrów ) i
budowanej stacji metra na kasprowicza ( dokładnie 1200 metrów od wybudowanego
bloku ) No i kilkanaście połączeń autobusowych z całą Warszawą.

A ulica, trasa bądz obowdnica.....

Niestety mieszkamy w mieście. Marszałkowska bądz Świętokrzyska, czy nawet
Puławska - są to ulice "cichutkie", "zdrowe" a ceny mieszkań są zapewne
niższe niż w Rembertowie....

A tym co negatywnie się wypowiadają życzę obwodnic w innych lokalizacjach (
przebiegi tras do dziś dzień nie zostały jeszcze ostatczenie zatwierdzone;
każdy ma więc szansę na te przyjemność )

mieszkańcom bródna i tarchomina gratuluję nie kończących się korków ,
elektrowni i oczyszczalni ścieków
mieszkańcom ursusa, włoch - infrastruktury europejskiej, dziur , wiecznych
remontów ( i planowanej obwodnicy )
pragi - bezpieczeństwa i "dziadostwa" na każdym rogu....

Ja nie załuję niczego i odliczam każdy dzień kiedy to zamieszkam na tym
osiedlu, wśród zieleni - mając do centrum Warszawy ok. 15 minut jazdy
samochodem. Bez jakichkolwiek korków.

co do developera. nie jest to moje pierwsze mieszkanie w tym kraju.///
każdy wykonawca podobny. na każdego klienci narzekają. niestety w takim kraju
żyjemy, że płacąc wymagamy cudów. niestety czy to asbud, czy dom development,
czy też jw c. - kazdy robi wszystko minimum nakładów....... poczytajcie strony
innych osiedli a potwierdzicie moje słowa.

pozdrawiam wszystkich a sąsiadów witam.

podajcie lokalizacje swoich mieszkań a może poznamy się bardziej.

b.
gromanik napisał:

> przy ulicy też nie ma w tym rejonie za dużo miejsc parkingowych-najbliższy
> parking chyba przy szpitalu bielańskim(przystanek dalej)

mylisz sie:

zm.org.pl/download/bielany/ulotka.jpg
> ale raczej na codzień przepełniony.

mylisz sie.

> Miejsce ma bogatą tradycję

tradycja rozjezdzania rezerwatu i pakowania sie wypasiona fura pod sama ambone
liczy sobie raptem 5, moze 10 lat. Mnie to rybka - jesli czyjes potrzeby
duchowe zaspokaja kosciol drive-in, to jego sprawa, ale czy musi sie to
koniecznie odbywac w najcenniejszym w okolicy rezerwacie?

a jesli chcesz sie powolywac na 365 lat tradycji, to poczytaj sobie moze
wczesniej o regule kamedulskiej.

> Nie jestem też zwolennikiem stawiania
> im przeszkód w praktykowaniu wiary-

tak, najlepiej przyznajmy jeszcze osobom udajacym sie do kosciola prawo do
przejezdzania skrzyzowan na czerwonym swietle i bezwzgledne pierwszenstwo na
skrzyzowania. To przeciez takie straszne przeszkody, opozniajace "wiernych" w
drodze do kosciola!

> i tak 80 % społeczeństwa naszego teoretycznie katolickiego kraju
> tego nie robi,

moze dlatego, ze jak pokazuje przyklad ksiedza Drozdowicza, wielu kaplanow swymi
uczynkami wyznaje system wartosci pt. "skora, fura i komora"?

> ale tym którzy rzeczywiście tym żyją dajmy do tego prawo.

nikt im tego prawa nie odbiera.

po pierwsze, to w Warszawie jest cale mnostwo kosciolow, niekoniecznie trzeba
jechac do kosciola na drugi koniec miasta;

po drugie, niekoniecznie tez trzeba wychodzic z domu "za piec dwunasta", mozna
sobie wkalkulowac 10-minutowy spacer przez las w czas podrozy. Dla 95%
przybywajacych na msze bedzie to nie tylko okazja do wyciszenia sie przed msza,
ale tez korzysc dla zdrowia;

po trzecie, dla tych, ktorzy faktycznie maja problemy z poruszaniem sie,
starczyloby miejsc na terenie kompleksu. Gdyby Uniwersytet, Seminarium i
kosciol faktycznie laczyly jakies wspolne wartosci poza umilowaniem kasy, to
dawno ustalilyby wspolne zasady, tak by z parkingu korzystali najbardziej
potrzebujacy. Przy dopuszczonym parkowaniu dla wszystkich i tak czesto osoby
starsze i schorowane musialy dralowac prawie kilometr, bo cala Dewajtis byla
zastawiona na styk.

skoro juz o prawach mowimy - to co z prawami tych, ktorzy do kosciola udaja sie
na piechote, jak wiekszosc mieszkancow parafii? i chcieliby nie zostac
rozjechani po drodze?

zm.org.pl/?a=osly_pod_palmami&img=6

albo, zeby nie bylo zupelnie OT - rowerem? ksiadz Drozdowicz, tak chetny do
walki o miejsca parkingowe dla zmotoryzowanych, jakos nie reaguje na prosby
parafian o stojaki?

zm.org.pl/?a=bielany-064&img=4

moze rowerzysci dawali mniej na tace?

pozdrawiam, olek
drogi panie jkdino49:

>...wybrałem się na spotkanie z panem (z obywatelami skończyliśmy w 1989 r.)...

Polska jest republiką. Była nia w okresie międzywojnia, była nią w czasach PRLu,
chociaż wtedy włądze uważały, że należy wzbogacić tę nazwe o eufemizmy typu
"ludowa" albo "demokratyczna", Stąd określenie osoby posiadającej prawną
przynaleźnośc do społęczności republiki OBYWATELEM jest poprawne i nie jest
włąściwe tylko dla okresu PRL. Sformułowania per Pan i Pani to zwroty
grzecznościowe i nie maja nic wspólnego z ustrojem państwa. Czyż J. Nowak nie
jest Obywatelem Rzeczpospolitej Polski, że takie sformułówanie miąłby go obrażąc?

J.
>... „Nowakowi pozwolono bezcześcić i bluźnić i siać
> nienawiść w reprezentacyjnym kościele Bydgoszczy” – zapewniam, że
> nic takiego nie miało miejsca w Warszawie. Większą część swego 2,5
> godzinnego wystąpienia J. R. Nowak poświęcił polemice z
> książką „Strach”. Był bardzo konkretny ...

w takim razie relacje przekazywane przez telewizyjne media inne niż TRWAM były
wymyślone? Rozruba i przepychanka słowno-rękoczynna wewnątrz kośćioła i bijatyka
na zewnątrz przypomijaca archiwalne nagrania ORMOwcó ścigających ludzi pod tym
samym kościołęm to też jakieś wymysły wrogów 'prawdy'?

>... Postulat aby „Episkopat zajął się instrukcją na temat co wolno a co
> nie wolno w kościołach” przypomina mi postulaty wojskowych władz
> stanu wojennego, którym było bardzo nie w smak, że Kościół dawał
> schronienie niezależnym imprezom kulturalnym i oświatowym, odprawiał
> msze za Ojczyznę i generalnie popierał opozycję.

Te czasy włądz wojskowych się skończyły dwie dekady temu. wtedy mieliśmny do
czynienia z ograniczeniem prawa do wolności i swobody wypowiedzi. Wtedy
udostępnienie bydynków sakralnych do celów patriotycznych czy wolnościowych było
usprawiedliwione. Obecnie zyjemy w wolnym kraju. Uciekanie się do
instrumantalnego wykorzystywania Kościołą i ludzi Koćiołą do włąsnych
przyciemnych celów nie ma uzasadnienia. W Gdańsku biskup miejsca sprzeciwił się
wiecom Nowaka w kościołach. Zorganizowano seans propagandowy w Domu Technika.
"Oddajcie Panu Bogu co Boże, a cesarzowi co cesarskie".
Rok temu proboszcz bazyliki Mariackiej w Krakowie nie pozwolił chórowi uczniów
szkoły muzycznej zaśpiewać koncertu pieśni historycznych i patriotycznych w
kościele, bo według ks. prałąta Bielańskiego kociól nie nadaje się do takich
prezentacji. Tym bardziej dolny czy góny kośćiól w dowolnym mięśćie nie nadaje
się do taki pseudo wykłądów naukowych. jeżeli Nowak jest takim naukiowcem, to
dlaczego nie wygłąsza odczytó na uczelniach?
Obowiązkiem administratoró KOściołą jest wypowiadać się o tym co wolno a czego
nie wolno robić i co nie wypada na terenie miejsc kultu.

Poza tym, coś musi być na rzeczy, skoro jak podały media, biskup warszawski
zapowiedział zwróćenie się do prowincjała księży Misjonarzy o wyjaśnienia w tej
sprawie.

Pewnie Agora nie odmówiłaby Nowakowi casu i miejsca na dyskusję i prezentację
tego co on ma o powiedzenia. O książce Grossa szeroko pisano nie tylko w
Wyborczej. Ale zakąłdam, ze zarozumialstwo Nowaka nie pozwala mu na "zniżenie
sie" do poziomu Gazety. Jemu wystarcza, ze pokazuja go w TRWAM i przemawia w
RADIU MARYJA.
Cześć.
Ja mieszkam od 8 lat w starym 10-piętrowym bloku przy Wrzeciono 12.
Nie wiem dokładnie, gdzie jest nr 36, więc moje uwagi mogą być trochę
nieadekwatne.
Jest mało estetycznie: panowie pijący piwo i siusiający po krzakach albo na
klatkach schodowych i w windach (to się trochę ukróciło od czasu założenia
domofonu, ale domofon dość często "się" psuje); ogromna kałuża na drodze od
bazarku do mojego domu po każdym deszczu jak była 8 lat temu, tak jest i teraz;
obdrapany dosyć wygląd od wewnątrz mojego domu - mimo odnawiania zawsze jakieś
chamstwo pomaże, popali przyciski od windy itp. Dziwny folklor polegający na
przesiadywaniu młodzieży na schodach lub staniu przy oknach na klatce schodowej.
Nie jest tp na pewno dobre miejsce do stawiania nawet na trochę lepszego auta.
Ale które miejsce w Warszawie jest do tego dobre?
Niezależnie od wrażeń - odpukać, nikt mi się do mieszkania dotąd nie włamał,
nikt nie próbował mnie w żaden sposób zaatakować, nikt mi nie ukradł sakiewki.
Kilka razy ukradziono mi coś z samochodu - starego malucha - czasem ot tak, z
chuligaństwa (przewody wysokiego napięcia), 2x lusterko (całe 8 zł sztuka), raz
mi wybito szybkę (a radia nie mam).
Wielokrotnie wracam do domu samochodem bardzo późno np. o 2:00 (jestem niską,
grubą, niewysportowaną dziewczyną) i jedyny raz, kiedy ktoś mnie zaczepił, to
był patrol policji (czort ich wie, dlaczego, postanowili mnie wylegitymować, no
to z Bogiem, czemu nie).
W niedziele na Wolumenie wielki złodziejski targ - trochę kłopotów z przejazdem
przez Kasprowicza i z parkowaniem od tamtej strony.
Zalety:
w pobliżu pełna infrastruktura: supermarket Agora, spory (acz nietani) bazarek,
kilka cukierni, zwł. drogi, lecz znakomity Elsner, sklep czynny w weekendy
(sobota do 20, niedziela do 15), sklep całodobowy (głównie alkohol, ale nie
tylko; nie ma się go co za bardzo bać, nie biją), kilka aptek, w sumie na całym
Wrzecionie kilka banków - Pekao, jakiś Mazowiecki, PBK, poczta, no, nawet
stacja pogotowia ratunkowego, kilka salonów fryzjersko-kosmetycznych,
Telepizza, pysznie gotujący Wietnamczyk na bazarze (budka czynna nawet w
niedzielę), kilka szkół podstawowych, żłobek, przedszkole, przychodnia lekarska
państwowa i prywatna (w jednym budynku, żeby było śmieszniej; wygląda jak
szkoła tysiąclatka), kościół (wygrywa nieco fałszywie kurant o 6:00 i 21:00)
sporo różnych sklepów przemysłowych, kiosków.
Znakomita komunikacja - w pobliżu największy chyba węzeł komunikacyjny Huta
Warszawa. Wsiadasz blisko pętli=jedziesz na siedząco. Masz tutaj: powolny,
rzadko jeżdżaący bielańsko-zoliborski 121 (pl. Wilsona, Szpital Bielański...),
połączenie z Dworcem Zachodnim i Bemowem (184), ze Wschodnim i z Pragą (103),
niestety z Centralnym połączenie dosyć kiepskie, bo 148 rzadko chodzi;
pośpieszny do Centrum 515, na Starówkę i Ursynów 195, na Bródno 156, a jeśli
podejść do tramwajów na pętlę do Huty albo do Marymonckiej, no to jeszcze i
one - np. na Centralny, do szpitala na Banacha, do stadionu X-lecia itp.
Blisko dużo zieleni - lasek Bielański, lasek im. Lindego. Największy w
Warszawie ogród jordanowski.

Kiedy zainteresowałam się tym mieszkaniem w agencji nieruchomości, właścicielka
zniechęcała mnie do kupna (!) tak złą sławę ma ta okolica. Zdecydowałam się ze
względu na cenę - chciałam mieć 2 pokoje, a na bliższym Żoliborzu za sumę,
którą dysponowałam, mogłam mieć tylko 1. Właściwie nie żałuję.

Jeśli miałabyś jakieś konkretne pytania, pisz do mnie - agulha@acn.waw.pl (ano
właśnie - stałe łącze internetowe i TV kablowa z AsterCity; ich konkurencja też
tutaj grasuje. Telefony też oferują).

Pzdr

Agulha
Kosciol sam sobie tego piwa nawarzyl...
Kosciol sam sobie jest winien, "prace" jego Komisji Historycznej wloka sie w
slimaczym tempie, chyba cale pokolenia wymra zanim jakis raport ta komisja
opublikuje... Moglo by sie wydawac ze ta Komisja Historyczna zostala powolana
aby wszystko spowolnic, rozwlec w czasie i w koncu calej sprawie leb ukrecic.

A przeciez uczciwiej by bylo, gdyby Komisja publikowala swoje odkrycia etapami,
a nie czekac z publikacja w nieskonczonosc.

A ci ksieza na ktorych znajduja sie dokumenty wspolpracy z UB i SB w wiekszosci
wypadkow i tak ida w zaparte. Oto cyctat z wczoranszej Rzeczpospolitej

www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_061220/kraj/kraj_a_1.html
[....]

Lustracja w polskim Kościele

- Kwiecień 2005 - IPN ujawnia, że ojciec Konrad Hejmo współpracował z SB pod
pseudonimem Hejnał. Znany dominikanin, który w Watykanie zajmował się m.in.
pielgrzymami z Polski, miał współpracować z SB od lat 70. Hejmo zaprzecza
oskarżeniom.

- Luty 2006 - tygodnik "Wprost" sugeruje, że proboszcz katedry wawelskiej
ksiądz Janusz Bielański, jeden z najbardziej znanych i zasłużonych duchownych w
Krakowie, to agent SB o pseudonimie Waga. Ksiądz zaprzecza.

- Luty 2006 - "Tygodnik Podhalański" na podstawie materiałów IPN oskarża ks.
Mirosława Drozdka o współpracę z SB. Ksiądz przez cztery lata miał być tajnym
współpracownikiem o kryptonimie Ewa. Ksiądz zaprzecza, występuje do IPN o
status pokrzywdzonego i pozywa "Tygodnik" do sądu.

- Maj 2006 - "Życie Warszawy" ujawnia, że ks. prof. Michał Czajkowski,
współpracownik "Tygodnika Powszechnego" i współprzewodniczący Polskiej Rady
Chrześcijan i Żydów, to TW Jankowski. Ksiądz zaprzecza oskarżeniom i
jednocześnie przeprasza.

- Czerwiec 2006 - "Tygodnik Powszechny" ogłasza, że z SB mógł współpracować
publicysta tej gazety ks. Mieczysław Maliński, przyjaciel Jana Pawła II. Miał
się ukrywać pod pseudonimami Delta i Mechanik. Ks. Maliński
zaprzecza, "Tygodnik" zawiesza z nim współpracę.

- Wrzesień 2006 - ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski (od dłuższego czasu wymienia
nazwiska duchownych uwikłanych we współpracę z SB) twierdzi, że przy procesie
beatyfikacji Jana Pawła II pracuje duchowny będący dawnym agentem SB. Chodzi o
ks. Michała Jagosza. Ks. Jagosz zaprzecza oskarżeniom.

- Wrzesień 2006 - Ks. Henryk Jankowski ujawnia nazwiska 40 agentów SB. Wśród
nich siedmiu księży, m.in. biskupa włocławskiego Wiesława Meringa i wikariusza
generalnego kurii gdańskiej ks. Wiesława Lauera. Ci zaprzeczają, że byli
agentami.

- Listopad 2006 - "Gość Niedzielny" informuje, że ks. Wiktor Skworc, dziś
biskup tarnowski, w latach 70. został zarejestrowany jako TW Dąbrowski. Biskup
przyznaje się i przeprasza wiernych.
Kosciol sam sobie piwa nawarzyl
Kosciol jest sam sobie winien, "prace" jego Komisji Historycznej wloka sie w
slimaczym tempie, chyba cale pokolenia wymra zanim jakis raport ta komisja
opublikuje... Moglo by sie wydawac ze ta Komisja Historyczna zostala powolana
aby wszystko zpowolnic, rozwlec w czasie i w koncu calej sprawie leb ukrecic.

A przeciez uczciwiej by bylo, gdyby Komisja publikowala swoje odkrycia etapami,
a nie czekac z publikacja w nieskonczonosc.

A ci ksieza na ktorych znajduja sie dokumenty wspolpracy z UB i SB w wiekszosci
wypadkow i tak ida w zaparte. Oto cyctat z wczoranszej Rzeczpospolitej

www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_061220/kraj/kraj_a_1.html
[....]

Lustracja w polskim Kościele

- Kwiecień 2005 - IPN ujawnia, że ojciec Konrad Hejmo współpracował z SB pod
pseudonimem Hejnał. Znany dominikanin, który w Watykanie zajmował się m.in.
pielgrzymami z Polski, miał współpracować z SB od lat 70. Hejmo zaprzecza
oskarżeniom.

- Luty 2006 - tygodnik "Wprost" sugeruje, że proboszcz katedry wawelskiej
ksiądz Janusz Bielański, jeden z najbardziej znanych i zasłużonych duchownych w
Krakowie, to agent SB o pseudonimie Waga. Ksiądz zaprzecza.

- Luty 2006 - "Tygodnik Podhalański" na podstawie materiałów IPN oskarża ks.
Mirosława Drozdka o współpracę z SB. Ksiądz przez cztery lata miał być tajnym
współpracownikiem o kryptonimie Ewa. Ksiądz zaprzecza, występuje do IPN o
status pokrzywdzonego i pozywa "Tygodnik" do sądu.

- Maj 2006 - "Życie Warszawy" ujawnia, że ks. prof. Michał Czajkowski,
współpracownik "Tygodnika Powszechnego" i współprzewodniczący Polskiej Rady
Chrześcijan i Żydów, to TW Jankowski. Ksiądz zaprzecza oskarżeniom i
jednocześnie przeprasza.

- Czerwiec 2006 - "Tygodnik Powszechny" ogłasza, że z SB mógł współpracować
publicysta tej gazety ks. Mieczysław Maliński, przyjaciel Jana Pawła II. Miał
się ukrywać pod pseudonimami Delta i Mechanik. Ks. Maliński
zaprzecza, "Tygodnik" zawiesza z nim współpracę.

- Wrzesień 2006 - ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski (od dłuższego czasu wymienia
nazwiska duchownych uwikłanych we współpracę z SB) twierdzi, że przy procesie
beatyfikacji Jana Pawła II pracuje duchowny będący dawnym agentem SB. Chodzi o
ks. Michała Jagosza. Ks. Jagosz zaprzecza oskarżeniom.

- Wrzesień 2006 - Ks. Henryk Jankowski ujawnia nazwiska 40 agentów SB. Wśród
nich siedmiu księży, m.in. biskupa włocławskiego Wiesława Meringa i wikariusza
generalnego kurii gdańskiej ks. Wiesława Lauera. Ci zaprzeczają, że byli
agentami.

- Listopad 2006 - "Gość Niedzielny" informuje, że ks. Wiktor Skworc, dziś
biskup tarnowski, w latach 70. został zarejestrowany jako TW Dąbrowski. Biskup
przyznaje się i przeprasza wiernych.
cd.bibliografii Obirka
Rec.: Jan Jakub Wujek. Tłumacz Biblii na język polski w czterechsetną rocznicę wydania Nowego Testamentu 1593-1993, red. M. Kamińska, Łódź 1994, w: "Horyzonty Wiary", 1995, nr 2, s. 85.
Rec.: St. Grygiel, Kimże jest człowiek? Szkice z filozofii osoby, Kielce 1995, "Życie Duchowe", 1995, nr 3, s. 199.
61. Rec.: Polska - Ukraina. 1000 lat sąsiedztwa. Studia z dziejów chrześcijaństwa na pograniczu kulturowym i etnicznym, red. S. Stępień, t. 1, Przemyśl 1990, t. 2, 1994, w: "Horyzonty Wiary", 1995, nr 2, s. 83.
Rec.: R. Darowski, Filozofia w szkołach jezuickich w Polsce w XVI wieku, Kraków 1994, "Forum Philosophicum", t. 1, 1996, s. 286 (po francusku).
Rec.: Gennaro Maria Barbuto, Il principe e l'Anticristo. Gesuiti e ideologie politiche, Napoli 1994, "Archivum Historicum S.I." 65/1996, s. 179.
Rec.: Wacław Hryniewicz, Przeszłość zostawić Bogu. Unia i uniatyzm w perspektywie ekumenicznej, Opole 1995, "Znak" nr 495/1996, s. 144.
Rec.: Łukasz Kamykowski, Izrael i Kościół według Charlesa Journeta, Kraków 1993, "Znak" nr 497/1996, s. 208.
Rec.: Antoni Czyż, Światło i słowo. Egzystencjalne czytanie tekstów dawnych, "Przegląd Powszechny", 1996, nr 11, s. 237.
Rec.: Jan Błoński, Mikołaj Sęp Szarzyński a początki polskiego baroku, Kraków 1996, "Życie Duchowe", nr 11/1997, s. 161.
Rec.: Ernst R. Curtius, Literatura europejska i łacińskie średniowiecze, Kraków 1996, "Przegląd Powszechny" 1998, nr 2, s. 242.
ENCYKLOPEDIA WIEDZY O JEZUITACH NA ZIEMIACH POLSKI I LITWY 1564-1995, Kraków 1996. Hasła: COLLOQUIUM CHARITATIVUM (s. 102), JĘZYKI (s. 251-253), KAZNODZIEJA, KAZNODZIEJSTWO (s. 275), KONGREGACJA GENERALNA (s. 296-298), KONGREGACJA POŁOCKA (s. 298-299), LITERATURA POLSKA (s. 366-368), POLITYKA (s. 523-524), PROWINCJA ZAKONNA (s. 540-544), PROWINCJAŁOWIE (s. 544-545),m RETORYKA (s. 568), SARBIEWSKI Maciej Kazimierz (s. 600-601), SKARGA Piotr (s. 619-620), STEFAN BATORY (s. 644), TEATR JEZUICKI (s. 685-687), TORUŃSKA SPRAWA (s. 698), WŁADYSŁAW IV (s. 751), WUJEK JAKUB (s. 765), ZYGMUNT III WAZA (s. 797).

Prace redakcyjne
Jezuici a kultura polska, Kraków 1993.
Jezuicka "ars educandi". Prace ofiarowane Księdzu Profesorowi Ludwikowi Piechnikowi SJ , Kraków 1996.

Udział w sesjach naukowych

Związane z rocznicami jezuickimi: Warszawa (Sarbiewski, 400 lat jezuitów w Warszawie), Pułtusk (Sarbiewski), Sandomierz (Wujek), Katowice (Skarga - Żywoty Swiętych), Kraków (Skarga), Wilno (Skarga), Wrocław (Skarga), Boston, Frankfurt, Kultura polityczna w Polsce - mity i fakty (Poznań), Funkcja Słowa w ewangelizacji (Łódź), Kanonizacje a nowa ewangelizacja (Kraków).

Prace popularnonaukowe
Czytając Henriego J. M. Nouwena, "Życie Duchowe", 1994, nr 0, s. 115.
Anselm Grün OSB, "Życie Duchowe", 1995, nr 1, s. 171.
John Powell SJ, "Życie Duchowe", 1995, nr 2, s. 139.
Andre Frossard (1915-1995) - pisarz ludzkich pytań, "Życie Duchowe", 1995, nr 2, s. 163.
Anthony de Mello, "Życie Duchowe", 1995, nr 3, s. 169.
Thomas Merton, "Życie Duchowe", 1995, nr 4, s. 115-128.
Rec.: [J. Kułakowski] S. T. Pincaers OP, Zródła moralności chrześcijańskiej, Poznań 1994, "Życie Duchowe", 1995, nr 4, s. 153.
Rec.: M. P. Gallagher SJ, Zaradź memu niedowiarstwu, Kraków 1994, "Życie Duchowe", 1995, nr 4, s. 161.
O błogosławieństwach inaczej, Homo meditans, Redakcja Wydawnictw KUL, Lublin, s. 265.
Rec.: [J. Kułakowski] Encyklika "Ut unum sint" Jana Pawła II, "Życie Duchowe", 1996, nr 5, s. 153.
Rec.: Abbé Pierre, Testament..., Kraków 1995, "Życie Duchowe", 1996, nr 5, s. 161.
Rec.: Joseph Ratzinger, Bóg Jezusa Chrystusa, Kraków 1995, "Tygodnik Powszechny", nr 47/1995, s. 11.
Rec.: Jean Miguel Garrigues, Bóg, w którym nie ma idei zła, Poznań 1995, "Tygodnik Powszechny", nr 15/1996.
"Ćwiczenia duchowne" z Józefem Augustynem SJ, "Życie Duchowe" 1997, nr 9, s. 117.
Pierre Teilhard de Chardin, "Życie Duchowe" 1997, nr 10, s. 143.
Rec.: Ku chrześcijaństwu jutra. Wprowadzenie do ekumenizmu, pod red. Wacława Hryniewicza OMI, Towarzystwo Naukowe KUL, Lublin 1996, "Życie Duchowe" 1997, nr 10, s. 165.
Thomas H. Green SJ, "Życie Duchowe" 1997, nr 11, s. 137.
Rec.: Henri J. M. Nouwen, Boże drogi i ludzkie ścieżyny, Wydawnictwo WAM, Kraków 1997, "Życie Duchowe" 1997, nr 11, s. 149.
Chrześcijański aśram. Bede Griffiths wśród Hindusów, "Życie Duchowe" 1997, nr 12, s. 121.
Rec.: Pamfil z Cezarei, Obrona Orygenesa; Rufin z Akwilei, O sfałszowaniu pism Orygenesa, Wydawnictwo WAM, Kraków 1996; Orygenes, Korespondencja, Wydawnictwo WAM, Kraków 1997, "Życie Duchowe" 1997, nr 12, s. 143.
Oswajanie rozpaczy: Fiodora Dostojewskiego teologia miłosierdzia Bożego, "Życie Duchowe" 1998, s. 121.
Mój ksiądz Jan Twardowski - piewca zwyczajnej świętości, "Życie Duchowe" 1998, nr 14, s. 127.
Rec.: Adam Michnik, Kościół, lewica, dialog, Świat Książki, Warszawa 1998, "Życie Duchowe" 1998, nr 14, s. 147.
Rec.: Rzym polskim piórem opisany. Antologia, oprac. Jan Okoń, Wydawnictwo Zakonu Pijarów, Kraków 1997, "Życie Duchowe" 1998, nr 14, s. 159.
Rec.: Maria Bogucka, The Lost Word of the "Sarmatians". Custom as the Regulator of Polish Social Life in Early Modern Times, Warszawa 1996, "Horyzonty Wiary" 31 (1997), s. 82.
Dorota Żołądź-Strzelczyk, Peregrinatio academica. Studia młodzieży polskiej z Korony i Litwy na akademiach i uniwersytetach niemieckich w XVI i pierwszej połowie XVII wieku, Poznań 1996, "Horyzonty Wiary" 32 (1997), s. 85.
Ks. Kazimierz Panuś, Uratować naród. Głos z ambony Katedry Wawelskiej okresu niewoli narodowej 1795-1918, Kraków 1996, "Horyzonty Wiary" 32 (1997), s. 86.
Stefan Bielański, Giovanni Botero. Historyk i pisarz polityczny epoki kontrreformacji, Universitas, Kraków 1995, "Przegląd Powszechny" 10 (1997), s. 104.
Marceli Kosman, Poczet Prymasów Polski, Spółka Wydawniczo-Księgarska 1997, "Horyzonty Wiary" 2 (1998), s. 97.
Rec.: Janusz K. Goliński, Okolice trwogi. Lęk w literaturze i kulturze dawnej Polski, Bydgoszcz 1997, "Przegląd Powszechny" (w druku).
Rec.: Janusz Tazbir, Polska na zakrętach dziejów, Wydawnictwo Sic!, Warszawa 1997, "Przegląd Powszechny" (w druku).

Pozdrawiam bardziej wnikliwych.
'NA SZCZĘŚCIE, ŻOLIBORZ…

Wątpię, aby te głębokie procesy dało się odwrócić. Ale na szczęście Warszawa ma
Żoliborz. To miejsce sprawia, że sam nie porzucam tego miasta, chociaż każdy
powrót z Krakowa napawa mnie rozgoryczeniem, że żyję tu, a nie tam. To Żoliborz
jest – co tu dużo mówić – moją małą prywatną ojczyzną i wciąż nie potrafię się
go wyprzeć.
Stary Żoliborz tworzyły pierwotnie trzy enklawy: osiedla oficerskie (rejon ulicy
Śmiałej), osiedla urzędnicze i dziennikarskie (rejon ulic Dziennikarskiej i
Promyka) oraz kolonie Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej (rejon ulic
Słowackiego i Krasińskiego). Przed wojną to wszystko dopiero zaczynało żyć,
jeszcze się w pełni nie zagospodarowało i nie rozkwitło; w czasie wojny –
zdziczało, a po wojnie – szybko nie ruszyło z miejsca. Wskutek tego obraz
dzielnicy, jaki odsłonił się przed moimi oczami w dzieciństwie, miał w sobie coś
z dawnego, wręcz dziewiętnastowiecznego miasteczka. Miejskość przemieszana z
wiejskością. Wyspy cywilizacji otoczone dzikimi, niczyimi polami. Wystarczyło
zejść kilka kroków ze szlaku, a już się trafiało w jakieś malownicze, zagadkowe
lub “melancholijne” chaszcze. Współgrały z tym dwa spore tereny ogródków
działkowych: jeden na Żoliborzu dolnym przy ulicy Promyka (te przetrwały do
dziś), drugi – na górnym (te ostały się tylko w nazwie „Sady Żoliborskie”,
osiedlu wybudowanym na tym terenie na przełomie lat pięćdziesiątych i
sześćdziesiątych). A przy małych, zapuszczonych domach mieszkalnych lub
jednorodzinnych, w których w owym czasie mieszkało na ogół parę rodzin, często
widziało się warzywniaki, gołębniki, a nawet kurniki itp.
Wszystko to razem tworzyło klimat cichego ubóstwa, zgrzebności, swojskości. Mała
skala. Autentyczna (czyli nie „socowska”) ludowość – taka, jaką opisuje, na
przykład, Tuwim w “Kwiatach polskich” (wyprawa na Bielany). Pojawiające się od
czasu do czasu atrakcje dla ludu: wesołe miasteczka (w miejscu, gdzie dzisiaj
stoi Urząd Gminy); strzelnice, w których można było zdobyć kwiat zrobiony z
bajecznie kolorowych piórek; budki z piwem i oranżadą. Raz nawet przyjechał
cyrk, który stanął nieopodal placu Wilsona (tam, gdzie teraz stoi szkoła) i po
którym pozostały walające się przez wiele miesięcy ogromne kości – podobno lwa,
który tam akurat zdechł. Słowem, świat trochę jak z wczesnych filmów Felliniego.
Jednocześnie ten nieco peryferyjny, swoiście prowincjonalny świat (wyraźną
granicę, oddzielającą Żoliborz od „prawdziwego” miasta, stanowiła linia kolejowa
prowadząca do Dworca Gdańskiego), w dużej mierze zamieszkiwała inteligencja, i
to najlepszej próby. Można wymienić długą listę znanych osobistości świata nauki
i kultury – profesorów, pisarzy, artystów – którzy tutaj mieszkali.
Profesorostwo Ossowscy, Witold Kula, Jan Strzelecki i Jerzy Jedlicki; spory
odłam rodu Kreczmarów (z Jerzym Kreczmarem i Zbigniewem Zapasiewiczem na czele);
Igor Newerly i jego syn Jarosław Abramow (który ostatnio dał świetny portret
dzielnicy w swoich wspomnieniowych książkach „Lwy mojego podwórka” i “Lwy
wyzwolone”); Stanisław Dygat z Kaliną Jędrusik; Wiktor Woroszylski; Juliusz
Gomulicki i malowniczy fircyk Andrzej Dobosz; reżyserzy Bohdan Korzeniewski i
Andrzej Munk (zanim nie przenieśli się na daleki Mokotów lub Nowe Miasto);
Andrzej Wajda i Witold Lutosławski. No i jeszcze – trudno go tu pominąć – Jacek
Kuroń, którego mieszkanie w domu przy ulicy Mickiewicza stało się na wiele lat
swoistym centrum już nie tylko Warszawy, ale i całej Polski. Tę listę można by
ciągnąć dalej.
Najbardziej lubię wąskie uliczki między ulicą Kaniowską a Czarnieckiego, wokół
placu Słonecznego (w jego pobliżu mieszka obecnie pan Blikle) i przyglądać się
ostatnim budynkom nie poddanym jeszcze renowacji. Jednym z nim jest, na
przykład, willa na tyłach parku Żeromskiego, wybudowana na początku lat
trzydziestych dla marszałka Piłsudskiego. Jego adiutant miał mieszkać w pobliżu,
na rogu Czarnieckiego i Krasińskiego; wybudowano tam nawet stajnię dla konia,
która w postaci przybudówki przetrwała do dziś. Obawiam się jednak, że to
ostatnie jej chwile, bo podobno ktoś tę posesję wykupił i pewnie wszystko
wyburzy lub radykalnie zmieni…'

www.wiez.com.pl/index.php?s=miesiecznik_opis&id=320&t=14041

Żoliborz był enklawą, perłą w koronie Wenecji Wschodu jaką Warszawa była.
Była...
Bo już Saska Kępa, równie istotna na mapie klejnotów starej Warszawy nie miała
tej Żoliborskiej niezłomności, tej siły (musiałabyś, Basiu przestudiować
historię Warszawy jako aglomeracji).

Żoliborz współczesny, PRL'owski to ikona kościoła Stanisława Kostki i ks
Popiełuszko. Brać ślub w tym kościele pod koniec lat 80ych to był prawdziwy
zaszczyt. Byłam na takim ślubie wujostwa, jako nastka byłam tam też na mszy,
wiadomo po czym..., niezapomniany, jedyny, 'Zielony Żoliborz, pieprzony
Żoliborz' [Muniek Staszczyk].

>